Loading

czwartek, 11 czerwca 2009

Dzień 5 po diecie warzywno - owocowej

Uwielbiam chleb żytni na zakwasie z masełkiem! Zajadam go całe tony! No nie, żartowałam z tymi gabarytami. Na śniadanie serwuję sobie trzy cienkie plasterki tego chlebka i jak zwykle moją ulubioną surówkę z pomidorem, ogórkiem, sałatą i cebulą. I czuję się tym naprawdę najedzona. Popijam zwykle herbatą z łyżeczką cukru. Potem czasami jadam jabłko (po jakiejś godzinie). W ciągu dnia jak zwykle nie mogę się obyć bez kawy (rozpuszczalnej i słabej – lubię pić bez cukru i śmietanki), a nawet kilku kaw. Piję tez zwykłą herbatę z łyżeczką cukru i wodę niegazowaną. Na obiad jadam różnie. Ponieważ jestem na wakacjach bardzo często mam zaproszenie do rodziny i znajomych na obiad i wtedy nie wybrzydzam. Po prostu jem co mi podadzą :) Ale odkryłam wczoraj, ze moje ciało nie lubi pieczonej wieprzowiny. Ze smakiem i to wielkim pozwoliłam sobie na kawałek z dodatkiem sosu pieczeniowego do młodych ziemniaczków i potem cały dzień odbijało mi się tym sosem. Teraz wiem, ze mimo tego, że to smaczne zrezygnuję z tego rodzaju pożywienia.

A moja waga? Niestety w Polsce mam zwykłą wagę, nie elektroniczną. Jak się zważyłam pierwszy raz na niej, to waga wskazywała 66 kg. Po kilku dniach czasami pokazuje 64 a czasami 67 kg. Czyli nie ma mowy o precyzji. Dopiero kiedy wrócę do Anglii i się zważę będę miała jasny obraz sytuacji.

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Dzień 2 po skończeniu diety warzywno owocowej

No tak ta komunia. Rano bardzo uważałam ze śniadaniem. Zaserwowałam sobie 3 cieniutkie kromki chleba razowego na zakwasie, posmarowane masłem i surówkę z pomidora, ogórka kiszonego i cebuli. I wreszcie poczułam się normalnie najedzona. Na komunię wzięłam ze sobą jabłko, w razie, gdybym zasłabła. Ale nic takiego się nie zdarzyło. Obiad był o 12.30. Zjadłam kilka łyżek rosołu ze śladową ilością makaronu. Zbadałam reakcję organizmu. Wszystko było ok. Na drugie danie wzięłam sobie roladę z mięsa i warzyw – wszystko gotowane na parze, 2 małe gotowane ziemniaki oraz dwa rodzaje surówek. Pychota- no i wybór dań jak po mojej diecie!

Potem napiłam się kawy i pozwoliłam sobie na dwa kawałki ciasta: sernik i orzechowe. Pychota!
Na kolację miałam do wyboru dwa rodzaje surówek – pomidor, sałata, ogórek kiszony kukurydza, feta lub podobną, ale z dodatkiem fasoli. Oczywiście wypróbowałam obie (przy czym niekoniecznie bardzo małe ilości), potem zjadłam 4 plasterki wędliny i znowu nie mogłam się powstrzymać przed skosztowaniem kolejnych dwóch kawałków ciasta. Ale pomyślałam co tam, w końcu komunia i takie dobre ciasta nie zdarzają się na co dzień, a gdy wrócę do Anglii z pewnością nie będę miała możliwości jedzenia tak dobrych wypieków.

Starałam się nie jeść zbyt dużych porcji (no, oprócz tych surówek) i cały czas zwracałam uwagę na reakcje mojego ciała. Ale wszystko było w porządku. Mam wrażenie, że ciało przypomniało sobie o starej diecie :) i radziło sobie całkiem dobrze z trawieniem.

Ciekawa jestem czy po tym dniu moja waga się utrzyma. Mam nadzieję, że tak :). Najbardziej niepokoją mnie te spozyte ciasta.

A wieczorem oglądałam coś niesamowitego. We Wrocławiu wybudowano fontannę multimedialną i wczoraj miałam okazję być na pokazie. Wrażeń nie da się opisać, trzeba to zobaczyć.

sobota, 6 czerwca 2009

Dzień 1 po diecie

Radzę bardzo uważać z jedzeniem po zakończeniu diety. Ja marzyłam wcześniej o bułce i o jajkach. Zjadłam ją i trzy jajka na miękko. Rezultat? Zatrucie organizmu. Teraz po zażyciu kropli żołądkowych czuję się lepiej. Nie powiem, żeby to było przyjemne doświadczenie. Musze bardzo dokładnie zastanowić się co nowego i w jakiej kolejności zacznę jeść. A jutro idę na komunie! Nie wiem jak sobie z tą sytuacją poradzę.

Ps

Wieczorem czułam się już dobrze i kupiłam sobie na lotnisku zestaw sałatek. Smakowało całkiem nieźle. Wśród składników był ryż i kuskus, garstka makaronu, ogórek, pomidor, sałata, dwa małe ziemniaczki. Po skończeniu posiłku naprawdę poczułam nasycenie :)

piątek, 5 czerwca 2009

Dzień 21 - Ostatni dzień diety

I po kryzysie! Dziś czułam się w miarę dobrze, więc bez trudu utrzymałam dietę. Cieszę się, że wytrzymałam całe 3 tygodnie. Podczas tego okresu schudłam 4.70 kg. Czyli całkiem nieźle. Mam jeszcze trochę do zrzucenia, ale to po wakacjach, które zaczynam od jutra. Mam cały tydzień urlopu :)

czwartek, 4 czerwca 2009

Dzień 20 - Wielki ktyzys

Dziś miałam naprawdę wielki kryzys. Zaczął się około 10. 30, po tym jak zjadłam swoje drugie śniadanie (jak zwykle surówkę). Po jakiś 15 minutach poczułam, że jeżeli zaraz nie zjem czegoś innego niż dozwolone warzywa i owoce, to padnę z głodu, zemdleję, zasłabnę itd. Nie mogłam sobie z tym uczuciem poradzić. Czułam się bardzo słaba. Nie był to zwykły głód. Coś we mnie bardzo domagało się posiłku. Usiadłam na chwilę, przykryłam oczy rękoma (spontaniczny odruch, ale zauważyłam, że dzięki niemu poczułam się nieco uspokojona i silniejsza). Zjadłam jabłko i napiłam się kawy. Wciąż to coś domagało się innego posiłku. Wtedy powiedziałam mojemu ciału, ze skoro potrzebuje innych składników, niż dostarczam mu przez owoce i warzywa, niech pobierze sobie z zapasów.

To było moje wielkie odkrycie! Dzięki temu kryzysowi dowiedziałam się czegoś. Moja podświadomość nie chce ruszać zapasów!!!! Boi się je naruszyć, z sobie znanych powodów. No tak. Byłam już w domu. Zaczęłam stosować EFT i afirmację: Mimo, że mam ten opór przed ruszeniem moich zapasów tłuszczu całkowicie i kompletnie kocham i akceptuję siebie. I potem: ten opór, ten opór, ten opór. Następnie przeprowadziłam też rundkę Zpointa i afirmację: Oczyszczam teraz wszystkie sfery w wyniku których czuję, że nie chcę naruszyć zapasów.


Poczułam się trochę lepiej, ale równocześnie podjęłam postanowienie, że dziś jest ostatni dzień mojej diety. Od jutra zaczynam zdrowe żywienie. Po prostu moje samopoczucie było tak tragiczne, że czułam, że nie dam rady ciągnąć tej diety dłużej. Zdawałam sobie równocześnie sprawę, ze może być to kryzys przed uzdrowieniem. Dlatego nie chciałam dziś zrezygnować z diety. Chciałam przetrwać ten dzień i jeżeli jutro będę czuła się tak samo, po prostu zjem coś niedozwolonego na tej diecie i po prostu ją przerwę. Dawałam sobie na to pozwolenie od jutra.

Jestem trochę niezadowolona , że nie dałam rady wytrzymać na tej diecie pełnych trzech tygodni. Ale mówi się trudno. Zobaczymy co zdarzy się jutro.

Ps.

Wieczorem zrozumiałam przyczynę mojego wielkiego kryzysu. Po prostu dostałam okres :) To był dodatkowy powód mojego osłabienia i prawdopodobnie powód mojego „obżarstwa” dwa dni temu. Cieszę się, ze przetrwałam ten dzień, ale było naprawdę trudno. Jestem z siebie naprawdę dumna.

środa, 3 czerwca 2009

Dzień 19

Tak jak przewidywałam moja waga spadła i dziś po zważeniu wynosiła 69.10 :). Czuję ze schudłam. Cieszę się z tego, ale równocześnie nie jestem w najlepszym nastroju. Powinnam cieszyć się z wyniku i mieć dobry humor. Ale nie mam. Z jakiegoś powodu jestem smutna.

Niby nie jestem głodna, ale jednak zjadłabym coś. Najlepiej bułkę z masłem, pieczoną rybę czy jajeczko na miękko. Nie mam zbyt dużo energii i czuję się nie za bardzo mocna.

W pewnym momencie poczułam się tak nieszczęśliwa, że najlepiej od razu przerwałabym dietę. No może nie od razu i nie dziś, ale zaczęłam planować, że od jutra zacznę normalnie jeść. A przecież zostały mi tylko trzy dni do końca trzeciego tygodnia diety. I chciałabym zrzucić pełne 5 kg. Zaczęłam stosować EFT i afirmację: Pomimo, że chcę rzucić tę dietę głęboko kocham i akceptuję siebie. Oraz: chcę rzucić tę dietę. Po przeprowadzeniu pełnego procesu poczułam ulgę. I mimo, że nadal nie czuję się najedzona, intensywne myśli o porzuceniu diety zmniejszyły się.

Naprawdę nie wiem jak niektórzy wytrzymują 6 tygodni na tej diecie. Jestem pełna podziwu dla nich. Może chodzi o determinację? Po zrzuceniu tych 4 kg ja czuję się lepiej, brzuch mi już przestał przeszkadzać i mogę swobodnie oddychać, toteż przestało mi zależeć na błyskawicznym straceniu następnych kilogramów. Po zakończeniu diety planuję zdrowo się odżywiać i co jakiś czas przeprowadzać tygodniówki warzywno – owocowe, by pozbyć się reszty nadmiaru kilogramów.

wtorek, 2 czerwca 2009

Dzień 18

Po wczorajszym głodzie nie pozostało ani śladu (na szczęście :)).Wzięłam dziś większy zapas jedzenia do pracy, ale okazało się, że nie potrzebnie. Nie mam dziś najlepszego nastroju. W nocy śniły mi się koszmary i nie spałam zbyt dobrze.

Mimo tego, ze nie odczuwam głodu zaczęłam tęsknić za normalnym jedzeniem. Np. za gotowanym jajkiem czy kurczakiem curry. Nie przerwę jednak diety z tego powodu. To tylko tęsknota, nie jest to jakiś silny przymus psychiczny. Ale cieszę się, że do końca diety zostały mi tylko 4 dni. Na pewno wytrzymam. Tęsknię po prostu za nieco urozmaiconym jedzeniem. Staram się zmieniać smaki porannej surówki, przygotowuję sobie różne zupy, leczo, czy piekę warzywa w piekarniku ale czuję, że ciągle czegoś mi brakuje. Chyba zjem dziś grejhfruta. Przez ostatnie półtora tygodnia nie miałam na niego ochoty, więc nie jadłam.

Dziś moja waga znowu podskoczyła. Po południu ważyłam 69.90. Nie przejęłam się tym za bardzo. Poprzednio też tak było, a na drugi dzień ważyłam tak, jakby waga ciągle spadała. Poza tym dowiedziałam się przecież, że jest to korzystne dla ciała.

Po raz drugi w czasie tej diety pojawiły mi się „mroczki” przed oczami dzisiaj w pracy. Prawie natychmiast zjadłam jabłko pieczone, które wzięłam do pracy i wszystko wróciło do normy.

Kawę piję nadal. Pomaga mi przetrwać dzień i poprawia mi humor.

Ps

Pomyślałam, że ten dzisiejszy wzrost mojej wagi może być wynikiem działania mojego wewnętrznego sabotażysty. Moja wewnętrzna grubaska nie chce się zgodzić na to, bym zeszczuplała. Ale ja znam sposób, by temu zaradzić. Tak naprawdę powinnam go zastosować na początku odchudzania. Rozwiązaniem jest technika EFT. Jej twórcą jest Gary Craig. Wszystko co musisz zrobić, to opukując punkt karate na twojej dłoni powtórzyć trzy razy afirmację:

Pomimo, że mam ten opór przed schudnięciem całkowicie i kompletnie kocham i akceptuję siebie.

By wzmocnić proces odchudzania i uwolnić opór następnie opukuje się 8 punktów na ciele i powtarza się sformułowanie: ten opór, ten opór, ten opór. Więcej na ten temat napiszę w którymś z moich postów.

Oczywiście zastosowałam EFT na sobie. Poczułam się spokojniejsza.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Znalazłam ciekawą informację na temat picia kawy, a raczej jej nie picia podczas diety

Dieta Dabrowskiej, ani South Beach nie polecają picia kawy, bo zawiera kofeinę, która stymuluje trzustkę do wydzielania większej ilości insuliny, przez co człowiek jest bardziej głodny. Jeśli się odstawi, ponoć łatwiej jest opanować głód.

Ciekawe prawda?

Ja wciąż piję kawę podczas tej diety. Wprawdzie niezbyt mocną i rozpuszczalną, ale jednak. Spróbuję moze przestawić się na kawę zbożową.

Dzień 17

Wiem dlaczego ludzie jedzą mięso. Gdyby żywili się na co dzień tylko tymi roślinkami, świat daleko by nie zaszedł. No, częściowo żartuję, bo potrzebny dla ciała tłuszcz i białko także można czerpać z roślin :) I ja jestem jak najbardziej za. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ dziś znowu chodzę głodna. Co chwilę coś pogryzam. I nie jest to głód bynajmniej psychiczny. Staram się zaspokoi ć ciało, nie oszukuję, więc cały czas coś dla siebie dziś pitraszę. Produkty, które wzięłam dziś do pracy nie wystarczyły do zaspokojenia mojego głodu. Uratowała mnie gotowana marchewka i sok owocowy, który dostałam w kuchni.

Dziś rano czułam się naprawdę dobrze, byłam silna i miałam dużo energii. Mogłabym przysłowiowe góry przenosić. Niestety około 11 bardzo osłabłam. Wydaje mi się, ze to niezbyt dostateczny dowóz cukru do mojego ciała. Bo po słodkiej marchewce poczułam się lepiej. Możliwe, ze ten głód wynika z faktu, ze w sobotę i w niedzielę miałam leczo na obiad? Zauważyłam, że poprzednim razem kiedy tez przez dwa dni nie jadłam zupy miałam podobny napad głodu. Ale może to tylko zbieg okoliczności.

Chcę utrzymać tę dietę jeszcze do końca tygodnia. Nie wiem co potem, gdyż mam wakacje – cały tydzień – i jadę do Polski. Dodatkowo w niedzielę będę na komunii mojego chrześniaka. Tak, że jeszcze nie wiem co zadecyduję i jak sobie poradzę z tą sytuacją.

No i na koniec dobra nowina. Po 16 dniach schudłam całe 4 kg! Dziś moja waga wskazała 69,45! Nieźle prawda?

PS.

Około 17.30 zjadłam naprawdę obfity posiłek: zupę pomidorową i pieczone w piekarniku szparagi, kalafior (nawiasem mówiąc wspaniały - polecam), por i kapustę białą, oraz moje nowe odkrycie: pomidory. Brzuch miałam potem naprawdę jak napompowany i nadal szukałam czegoś, bo ciągle czułam niedosyt. Wtedy zrozumiałam, ze to znowu odzywa się głód psychiczny. Zastosowałam Zpoint oraz afirmację: Teraz oczyszczam wszelkie sfery w wyniku których odczuwam teraz ten głód. Wierzcie, albo nie, ale po kilku powtórzeniach poczułam ulgę i wreszcie przestałam myśleć o jedzeniu.