W pierwszym dniu tej diety czułam się tak dziwnie, bo było to coś nowego dla mnie. Nie byłam pewna jak zareaguje moja psychika i mój organizm na te dietę. Prawdę mówiąc bałam się bólów głowy i wielkiego osłabienia. Wyobrażałam sobie, że prawdopodobnie to może mi się zdarzyć. Po raz kolejny przekonałam się, ze strach ma wielkie oczy, bo jak możesz przeczytać na moich postach czułam czasami tylko lekkie osłabienie.
Moja determinacja na początku tej diety była wielka. Wiedziałam, że muszę coś zrobić, zrobić coś fizycznego, by w miarę szybko otrzymać rezultaty w postaci odchudzonego ciała. Wybrałam dietę warzywno-owocową, bo oprócz odchudzania przynosi ona efekty zdrowotne. Dla mnie było to pozbycie się wielkiej ilości małych pieprzyków na rękach. Egzystencja tych pieprzyków świadczy o zakwaszeniu organizmu. Po diecie moje ręce pojaśniały – pozbyłam się więc jakiejś ilości toksyn z ciała :). Dodatkowo moje włosy przestały się przetłuszczać tak intensywnie jak wcześniej (musiałam je myć niemal codziennie). W pierwszym tygodniu po zakończeniu diety mogłam ich nie myć nawet po pięciu dniach. Obecnie przetłuszczenie widać po trzech dniach od ich umycia.
Wiem, że podjęcie decyzji o rozpoczęciu tej diety było bardzo dobrym pomysłem. Schudłam 5kg. Dzięki temu poczułam się ładniejsza, silniejsza i bardziej pociągająca. To zmotywowało mnie do utrzymania szczupłej sylwetki za wszelką cenę.
Dieta i odchudzanie. Sposoby na odchudzanie sprawdzone na moim własnym przykładzie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dieta warzywno - owocowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dieta warzywno - owocowa. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 9 lipca 2009
sobota, 4 lipca 2009
Miesiąc po zakończeniu diety
Witaj. Myślę, że moje ciało nauczyło się tego, że moja optymalna waga to 74 kg i wszelkimi siłami pragnie nadrobić te kilogramy, które udało mi się zrzucić podczas diety. Moja obecna waga waha się pomiędzy 68.80 a 69.70. Ważę się codziennie i widzę co się dzieje jeżeli dzień wcześniej zjem bardziej obfity posiłek. Od razu waga skacze do góry. Ostatnio moja waga podskoczyła o cały kilogram po spożyciu pieczonych nóżek z kurczaka i pieczonej wieprzowiny. Udało mi się ją zmniejszyć po zastosowaniu jednodniowej diety warzywno owocowej. Czyli w moim przypadku nie wystarczyło schudnąć. Ciało bowiem w niemal błyskawicznym tempie chce wrócić do poprzedniej wagi. Do grubszej mnie.
Co planuję w tej sytuacji? Moim zadaniem jest pokazać ciału (podświadomości), że optymalna waga dla mnie to np.57 kg. Widzę, że jeżeli jadłabym normalnie tzn. tak jak przed dietą, to przytyję. Wydawało mi się, ze nie jem dużo i prawdopodobnie to prawda. Może jakiś jeden ze składników mojej poprzedniej diety powodował, że waga wciąż rosła? Tylko który?
Będę prowadziła eksperyment. Zacznę eliminować z diety na okres kilku dni niektóre produkty i sprawdzę, co się będzie działo z moim ciałem. Od jutra rezygnuję z chleba i z masła na kilka dni. Może to być ciężkie dla mnie, bo dotychczas chleb był moim ulubionym pokarmem. Ale przez trzy tygodnie diety nie jadłam go i teraz nie czuję już takiego przymusu zjedzenia tego pokarmu. Więc prawdopodobnie nie będę miała z tym większego problemu.
Zastosuję taki schemat:
Będę jadła kilka posiłków dziennie, tak, by być nasycona – prawdopodobnie 5
Będę jadła na śniadanie jabłko, na drugie śniadanie jakąś surówkę (moja ulubiona to: pomidor, ogórek, rzodkiewka, szczypior + sól i pieprz oczywiście) w dużych ilościach. Potem obiad: może jakaś zupa lub drugie danie w stylu spaghetti, leczo, ziemniaki + jakiś mięsko + warzywka. Na kolacje jeszcze nie mam pomysłu, zobaczę na co będę miała ochotę na bieżąco. Do pogryzania w ciągu dnia (szczególnie w pracy) – jabłka i marchewka młoda, migdały, orzechy...
Jeden raz w tygodniu cały dzień dieta warzywno owocowa.
Jeżeli będę miało ochotę na coś słodkiego, czy alkohol to nie pogardzę tym. Zjem, ale w małych ilościach (z wyjątkiem dnia warzywno -owocowego)
Wszystko to zastosuję gdyż nie tylko chcę utrzymać obecną wagę. Pragnę ją zmniejszyć do tych 57 kg. Dlatego zacznę teraz bardziej intensywnie pracować z moją psychiką. Na początek codziennie będę stosowała medytację: Moja idealna sylwetka. Możesz ją znaleźć na stronie: http://barbarajanina.wrzuta.pl/audio/9lziZvMxCl1/
Nagram sobie ją na mój telefon komórkowy i w drodze to pracy będę ją odsłuchiwała i w wyobraźni stosowała wszystkie sugestie w niej zawarte.
Co planuję w tej sytuacji? Moim zadaniem jest pokazać ciału (podświadomości), że optymalna waga dla mnie to np.57 kg. Widzę, że jeżeli jadłabym normalnie tzn. tak jak przed dietą, to przytyję. Wydawało mi się, ze nie jem dużo i prawdopodobnie to prawda. Może jakiś jeden ze składników mojej poprzedniej diety powodował, że waga wciąż rosła? Tylko który?
Będę prowadziła eksperyment. Zacznę eliminować z diety na okres kilku dni niektóre produkty i sprawdzę, co się będzie działo z moim ciałem. Od jutra rezygnuję z chleba i z masła na kilka dni. Może to być ciężkie dla mnie, bo dotychczas chleb był moim ulubionym pokarmem. Ale przez trzy tygodnie diety nie jadłam go i teraz nie czuję już takiego przymusu zjedzenia tego pokarmu. Więc prawdopodobnie nie będę miała z tym większego problemu.
Zastosuję taki schemat:
Będę jadła kilka posiłków dziennie, tak, by być nasycona – prawdopodobnie 5
Będę jadła na śniadanie jabłko, na drugie śniadanie jakąś surówkę (moja ulubiona to: pomidor, ogórek, rzodkiewka, szczypior + sól i pieprz oczywiście) w dużych ilościach. Potem obiad: może jakaś zupa lub drugie danie w stylu spaghetti, leczo, ziemniaki + jakiś mięsko + warzywka. Na kolacje jeszcze nie mam pomysłu, zobaczę na co będę miała ochotę na bieżąco. Do pogryzania w ciągu dnia (szczególnie w pracy) – jabłka i marchewka młoda, migdały, orzechy...
Jeden raz w tygodniu cały dzień dieta warzywno owocowa.
Jeżeli będę miało ochotę na coś słodkiego, czy alkohol to nie pogardzę tym. Zjem, ale w małych ilościach (z wyjątkiem dnia warzywno -owocowego)
Wszystko to zastosuję gdyż nie tylko chcę utrzymać obecną wagę. Pragnę ją zmniejszyć do tych 57 kg. Dlatego zacznę teraz bardziej intensywnie pracować z moją psychiką. Na początek codziennie będę stosowała medytację: Moja idealna sylwetka. Możesz ją znaleźć na stronie: http://barbarajanina.wrzuta.pl/audio/9lziZvMxCl1/
Nagram sobie ją na mój telefon komórkowy i w drodze to pracy będę ją odsłuchiwała i w wyobraźni stosowała wszystkie sugestie w niej zawarte.
czwartek, 11 czerwca 2009
Dzień 5 po diecie warzywno - owocowej
Uwielbiam chleb żytni na zakwasie z masełkiem! Zajadam go całe tony! No nie, żartowałam z tymi gabarytami. Na śniadanie serwuję sobie trzy cienkie plasterki tego chlebka i jak zwykle moją ulubioną surówkę z pomidorem, ogórkiem, sałatą i cebulą. I czuję się tym naprawdę najedzona. Popijam zwykle herbatą z łyżeczką cukru. Potem czasami jadam jabłko (po jakiejś godzinie). W ciągu dnia jak zwykle nie mogę się obyć bez kawy (rozpuszczalnej i słabej – lubię pić bez cukru i śmietanki), a nawet kilku kaw. Piję tez zwykłą herbatę z łyżeczką cukru i wodę niegazowaną. Na obiad jadam różnie. Ponieważ jestem na wakacjach bardzo często mam zaproszenie do rodziny i znajomych na obiad i wtedy nie wybrzydzam. Po prostu jem co mi podadzą :) Ale odkryłam wczoraj, ze moje ciało nie lubi pieczonej wieprzowiny. Ze smakiem i to wielkim pozwoliłam sobie na kawałek z dodatkiem sosu pieczeniowego do młodych ziemniaczków i potem cały dzień odbijało mi się tym sosem. Teraz wiem, ze mimo tego, że to smaczne zrezygnuję z tego rodzaju pożywienia.
A moja waga? Niestety w Polsce mam zwykłą wagę, nie elektroniczną. Jak się zważyłam pierwszy raz na niej, to waga wskazywała 66 kg. Po kilku dniach czasami pokazuje 64 a czasami 67 kg. Czyli nie ma mowy o precyzji. Dopiero kiedy wrócę do Anglii i się zważę będę miała jasny obraz sytuacji.
A moja waga? Niestety w Polsce mam zwykłą wagę, nie elektroniczną. Jak się zważyłam pierwszy raz na niej, to waga wskazywała 66 kg. Po kilku dniach czasami pokazuje 64 a czasami 67 kg. Czyli nie ma mowy o precyzji. Dopiero kiedy wrócę do Anglii i się zważę będę miała jasny obraz sytuacji.
poniedziałek, 8 czerwca 2009
Dzień 2 po skończeniu diety warzywno owocowej
No tak ta komunia. Rano bardzo uważałam ze śniadaniem. Zaserwowałam sobie 3 cieniutkie kromki chleba razowego na zakwasie, posmarowane masłem i surówkę z pomidora, ogórka kiszonego i cebuli. I wreszcie poczułam się normalnie najedzona. Na komunię wzięłam ze sobą jabłko, w razie, gdybym zasłabła. Ale nic takiego się nie zdarzyło. Obiad był o 12.30. Zjadłam kilka łyżek rosołu ze śladową ilością makaronu. Zbadałam reakcję organizmu. Wszystko było ok. Na drugie danie wzięłam sobie roladę z mięsa i warzyw – wszystko gotowane na parze, 2 małe gotowane ziemniaki oraz dwa rodzaje surówek. Pychota- no i wybór dań jak po mojej diecie!
Potem napiłam się kawy i pozwoliłam sobie na dwa kawałki ciasta: sernik i orzechowe. Pychota!
Na kolację miałam do wyboru dwa rodzaje surówek – pomidor, sałata, ogórek kiszony kukurydza, feta lub podobną, ale z dodatkiem fasoli. Oczywiście wypróbowałam obie (przy czym niekoniecznie bardzo małe ilości), potem zjadłam 4 plasterki wędliny i znowu nie mogłam się powstrzymać przed skosztowaniem kolejnych dwóch kawałków ciasta. Ale pomyślałam co tam, w końcu komunia i takie dobre ciasta nie zdarzają się na co dzień, a gdy wrócę do Anglii z pewnością nie będę miała możliwości jedzenia tak dobrych wypieków.
Starałam się nie jeść zbyt dużych porcji (no, oprócz tych surówek) i cały czas zwracałam uwagę na reakcje mojego ciała. Ale wszystko było w porządku. Mam wrażenie, że ciało przypomniało sobie o starej diecie :) i radziło sobie całkiem dobrze z trawieniem.
Ciekawa jestem czy po tym dniu moja waga się utrzyma. Mam nadzieję, że tak :). Najbardziej niepokoją mnie te spozyte ciasta.
A wieczorem oglądałam coś niesamowitego. We Wrocławiu wybudowano fontannę multimedialną i wczoraj miałam okazję być na pokazie. Wrażeń nie da się opisać, trzeba to zobaczyć.
Potem napiłam się kawy i pozwoliłam sobie na dwa kawałki ciasta: sernik i orzechowe. Pychota!
Na kolację miałam do wyboru dwa rodzaje surówek – pomidor, sałata, ogórek kiszony kukurydza, feta lub podobną, ale z dodatkiem fasoli. Oczywiście wypróbowałam obie (przy czym niekoniecznie bardzo małe ilości), potem zjadłam 4 plasterki wędliny i znowu nie mogłam się powstrzymać przed skosztowaniem kolejnych dwóch kawałków ciasta. Ale pomyślałam co tam, w końcu komunia i takie dobre ciasta nie zdarzają się na co dzień, a gdy wrócę do Anglii z pewnością nie będę miała możliwości jedzenia tak dobrych wypieków.
Starałam się nie jeść zbyt dużych porcji (no, oprócz tych surówek) i cały czas zwracałam uwagę na reakcje mojego ciała. Ale wszystko było w porządku. Mam wrażenie, że ciało przypomniało sobie o starej diecie :) i radziło sobie całkiem dobrze z trawieniem.
Ciekawa jestem czy po tym dniu moja waga się utrzyma. Mam nadzieję, że tak :). Najbardziej niepokoją mnie te spozyte ciasta.
A wieczorem oglądałam coś niesamowitego. We Wrocławiu wybudowano fontannę multimedialną i wczoraj miałam okazję być na pokazie. Wrażeń nie da się opisać, trzeba to zobaczyć.
sobota, 6 czerwca 2009
Dzień 1 po diecie
Radzę bardzo uważać z jedzeniem po zakończeniu diety. Ja marzyłam wcześniej o bułce i o jajkach. Zjadłam ją i trzy jajka na miękko. Rezultat? Zatrucie organizmu. Teraz po zażyciu kropli żołądkowych czuję się lepiej. Nie powiem, żeby to było przyjemne doświadczenie. Musze bardzo dokładnie zastanowić się co nowego i w jakiej kolejności zacznę jeść. A jutro idę na komunie! Nie wiem jak sobie z tą sytuacją poradzę.
Ps
Wieczorem czułam się już dobrze i kupiłam sobie na lotnisku zestaw sałatek. Smakowało całkiem nieźle. Wśród składników był ryż i kuskus, garstka makaronu, ogórek, pomidor, sałata, dwa małe ziemniaczki. Po skończeniu posiłku naprawdę poczułam nasycenie :)
Ps
Wieczorem czułam się już dobrze i kupiłam sobie na lotnisku zestaw sałatek. Smakowało całkiem nieźle. Wśród składników był ryż i kuskus, garstka makaronu, ogórek, pomidor, sałata, dwa małe ziemniaczki. Po skończeniu posiłku naprawdę poczułam nasycenie :)
piątek, 5 czerwca 2009
Dzień 21 - Ostatni dzień diety
I po kryzysie! Dziś czułam się w miarę dobrze, więc bez trudu utrzymałam dietę. Cieszę się, że wytrzymałam całe 3 tygodnie. Podczas tego okresu schudłam 4.70 kg. Czyli całkiem nieźle. Mam jeszcze trochę do zrzucenia, ale to po wakacjach, które zaczynam od jutra. Mam cały tydzień urlopu :)
czwartek, 4 czerwca 2009
Dzień 20 - Wielki ktyzys
Dziś miałam naprawdę wielki kryzys. Zaczął się około 10. 30, po tym jak zjadłam swoje drugie śniadanie (jak zwykle surówkę). Po jakiś 15 minutach poczułam, że jeżeli zaraz nie zjem czegoś innego niż dozwolone warzywa i owoce, to padnę z głodu, zemdleję, zasłabnę itd. Nie mogłam sobie z tym uczuciem poradzić. Czułam się bardzo słaba. Nie był to zwykły głód. Coś we mnie bardzo domagało się posiłku. Usiadłam na chwilę, przykryłam oczy rękoma (spontaniczny odruch, ale zauważyłam, że dzięki niemu poczułam się nieco uspokojona i silniejsza). Zjadłam jabłko i napiłam się kawy. Wciąż to coś domagało się innego posiłku. Wtedy powiedziałam mojemu ciału, ze skoro potrzebuje innych składników, niż dostarczam mu przez owoce i warzywa, niech pobierze sobie z zapasów.
To było moje wielkie odkrycie! Dzięki temu kryzysowi dowiedziałam się czegoś. Moja podświadomość nie chce ruszać zapasów!!!! Boi się je naruszyć, z sobie znanych powodów. No tak. Byłam już w domu. Zaczęłam stosować EFT i afirmację: Mimo, że mam ten opór przed ruszeniem moich zapasów tłuszczu całkowicie i kompletnie kocham i akceptuję siebie. I potem: ten opór, ten opór, ten opór. Następnie przeprowadziłam też rundkę Zpointa i afirmację: Oczyszczam teraz wszystkie sfery w wyniku których czuję, że nie chcę naruszyć zapasów.
Poczułam się trochę lepiej, ale równocześnie podjęłam postanowienie, że dziś jest ostatni dzień mojej diety. Od jutra zaczynam zdrowe żywienie. Po prostu moje samopoczucie było tak tragiczne, że czułam, że nie dam rady ciągnąć tej diety dłużej. Zdawałam sobie równocześnie sprawę, ze może być to kryzys przed uzdrowieniem. Dlatego nie chciałam dziś zrezygnować z diety. Chciałam przetrwać ten dzień i jeżeli jutro będę czuła się tak samo, po prostu zjem coś niedozwolonego na tej diecie i po prostu ją przerwę. Dawałam sobie na to pozwolenie od jutra.
Jestem trochę niezadowolona , że nie dałam rady wytrzymać na tej diecie pełnych trzech tygodni. Ale mówi się trudno. Zobaczymy co zdarzy się jutro.
Ps.
Wieczorem zrozumiałam przyczynę mojego wielkiego kryzysu. Po prostu dostałam okres :) To był dodatkowy powód mojego osłabienia i prawdopodobnie powód mojego „obżarstwa” dwa dni temu. Cieszę się, ze przetrwałam ten dzień, ale było naprawdę trudno. Jestem z siebie naprawdę dumna.
To było moje wielkie odkrycie! Dzięki temu kryzysowi dowiedziałam się czegoś. Moja podświadomość nie chce ruszać zapasów!!!! Boi się je naruszyć, z sobie znanych powodów. No tak. Byłam już w domu. Zaczęłam stosować EFT i afirmację: Mimo, że mam ten opór przed ruszeniem moich zapasów tłuszczu całkowicie i kompletnie kocham i akceptuję siebie. I potem: ten opór, ten opór, ten opór. Następnie przeprowadziłam też rundkę Zpointa i afirmację: Oczyszczam teraz wszystkie sfery w wyniku których czuję, że nie chcę naruszyć zapasów.
Poczułam się trochę lepiej, ale równocześnie podjęłam postanowienie, że dziś jest ostatni dzień mojej diety. Od jutra zaczynam zdrowe żywienie. Po prostu moje samopoczucie było tak tragiczne, że czułam, że nie dam rady ciągnąć tej diety dłużej. Zdawałam sobie równocześnie sprawę, ze może być to kryzys przed uzdrowieniem. Dlatego nie chciałam dziś zrezygnować z diety. Chciałam przetrwać ten dzień i jeżeli jutro będę czuła się tak samo, po prostu zjem coś niedozwolonego na tej diecie i po prostu ją przerwę. Dawałam sobie na to pozwolenie od jutra.
Jestem trochę niezadowolona , że nie dałam rady wytrzymać na tej diecie pełnych trzech tygodni. Ale mówi się trudno. Zobaczymy co zdarzy się jutro.
Ps.
Wieczorem zrozumiałam przyczynę mojego wielkiego kryzysu. Po prostu dostałam okres :) To był dodatkowy powód mojego osłabienia i prawdopodobnie powód mojego „obżarstwa” dwa dni temu. Cieszę się, ze przetrwałam ten dzień, ale było naprawdę trudno. Jestem z siebie naprawdę dumna.
środa, 3 czerwca 2009
Dzień 19
Tak jak przewidywałam moja waga spadła i dziś po zważeniu wynosiła 69.10 :). Czuję ze schudłam. Cieszę się z tego, ale równocześnie nie jestem w najlepszym nastroju. Powinnam cieszyć się z wyniku i mieć dobry humor. Ale nie mam. Z jakiegoś powodu jestem smutna.
Niby nie jestem głodna, ale jednak zjadłabym coś. Najlepiej bułkę z masłem, pieczoną rybę czy jajeczko na miękko. Nie mam zbyt dużo energii i czuję się nie za bardzo mocna.
W pewnym momencie poczułam się tak nieszczęśliwa, że najlepiej od razu przerwałabym dietę. No może nie od razu i nie dziś, ale zaczęłam planować, że od jutra zacznę normalnie jeść. A przecież zostały mi tylko trzy dni do końca trzeciego tygodnia diety. I chciałabym zrzucić pełne 5 kg. Zaczęłam stosować EFT i afirmację: Pomimo, że chcę rzucić tę dietę głęboko kocham i akceptuję siebie. Oraz: chcę rzucić tę dietę. Po przeprowadzeniu pełnego procesu poczułam ulgę. I mimo, że nadal nie czuję się najedzona, intensywne myśli o porzuceniu diety zmniejszyły się.
Naprawdę nie wiem jak niektórzy wytrzymują 6 tygodni na tej diecie. Jestem pełna podziwu dla nich. Może chodzi o determinację? Po zrzuceniu tych 4 kg ja czuję się lepiej, brzuch mi już przestał przeszkadzać i mogę swobodnie oddychać, toteż przestało mi zależeć na błyskawicznym straceniu następnych kilogramów. Po zakończeniu diety planuję zdrowo się odżywiać i co jakiś czas przeprowadzać tygodniówki warzywno – owocowe, by pozbyć się reszty nadmiaru kilogramów.
Niby nie jestem głodna, ale jednak zjadłabym coś. Najlepiej bułkę z masłem, pieczoną rybę czy jajeczko na miękko. Nie mam zbyt dużo energii i czuję się nie za bardzo mocna.
W pewnym momencie poczułam się tak nieszczęśliwa, że najlepiej od razu przerwałabym dietę. No może nie od razu i nie dziś, ale zaczęłam planować, że od jutra zacznę normalnie jeść. A przecież zostały mi tylko trzy dni do końca trzeciego tygodnia diety. I chciałabym zrzucić pełne 5 kg. Zaczęłam stosować EFT i afirmację: Pomimo, że chcę rzucić tę dietę głęboko kocham i akceptuję siebie. Oraz: chcę rzucić tę dietę. Po przeprowadzeniu pełnego procesu poczułam ulgę. I mimo, że nadal nie czuję się najedzona, intensywne myśli o porzuceniu diety zmniejszyły się.
Naprawdę nie wiem jak niektórzy wytrzymują 6 tygodni na tej diecie. Jestem pełna podziwu dla nich. Może chodzi o determinację? Po zrzuceniu tych 4 kg ja czuję się lepiej, brzuch mi już przestał przeszkadzać i mogę swobodnie oddychać, toteż przestało mi zależeć na błyskawicznym straceniu następnych kilogramów. Po zakończeniu diety planuję zdrowo się odżywiać i co jakiś czas przeprowadzać tygodniówki warzywno – owocowe, by pozbyć się reszty nadmiaru kilogramów.
wtorek, 2 czerwca 2009
Dzień 18
Po wczorajszym głodzie nie pozostało ani śladu (na szczęście :)).Wzięłam dziś większy zapas jedzenia do pracy, ale okazało się, że nie potrzebnie. Nie mam dziś najlepszego nastroju. W nocy śniły mi się koszmary i nie spałam zbyt dobrze.
Mimo tego, ze nie odczuwam głodu zaczęłam tęsknić za normalnym jedzeniem. Np. za gotowanym jajkiem czy kurczakiem curry. Nie przerwę jednak diety z tego powodu. To tylko tęsknota, nie jest to jakiś silny przymus psychiczny. Ale cieszę się, że do końca diety zostały mi tylko 4 dni. Na pewno wytrzymam. Tęsknię po prostu za nieco urozmaiconym jedzeniem. Staram się zmieniać smaki porannej surówki, przygotowuję sobie różne zupy, leczo, czy piekę warzywa w piekarniku ale czuję, że ciągle czegoś mi brakuje. Chyba zjem dziś grejhfruta. Przez ostatnie półtora tygodnia nie miałam na niego ochoty, więc nie jadłam.
Dziś moja waga znowu podskoczyła. Po południu ważyłam 69.90. Nie przejęłam się tym za bardzo. Poprzednio też tak było, a na drugi dzień ważyłam tak, jakby waga ciągle spadała. Poza tym dowiedziałam się przecież, że jest to korzystne dla ciała.
Po raz drugi w czasie tej diety pojawiły mi się „mroczki” przed oczami dzisiaj w pracy. Prawie natychmiast zjadłam jabłko pieczone, które wzięłam do pracy i wszystko wróciło do normy.
Kawę piję nadal. Pomaga mi przetrwać dzień i poprawia mi humor.
Ps
Pomyślałam, że ten dzisiejszy wzrost mojej wagi może być wynikiem działania mojego wewnętrznego sabotażysty. Moja wewnętrzna grubaska nie chce się zgodzić na to, bym zeszczuplała. Ale ja znam sposób, by temu zaradzić. Tak naprawdę powinnam go zastosować na początku odchudzania. Rozwiązaniem jest technika EFT. Jej twórcą jest Gary Craig. Wszystko co musisz zrobić, to opukując punkt karate na twojej dłoni powtórzyć trzy razy afirmację:
Pomimo, że mam ten opór przed schudnięciem całkowicie i kompletnie kocham i akceptuję siebie.
By wzmocnić proces odchudzania i uwolnić opór następnie opukuje się 8 punktów na ciele i powtarza się sformułowanie: ten opór, ten opór, ten opór. Więcej na ten temat napiszę w którymś z moich postów.
Oczywiście zastosowałam EFT na sobie. Poczułam się spokojniejsza.
Mimo tego, ze nie odczuwam głodu zaczęłam tęsknić za normalnym jedzeniem. Np. za gotowanym jajkiem czy kurczakiem curry. Nie przerwę jednak diety z tego powodu. To tylko tęsknota, nie jest to jakiś silny przymus psychiczny. Ale cieszę się, że do końca diety zostały mi tylko 4 dni. Na pewno wytrzymam. Tęsknię po prostu za nieco urozmaiconym jedzeniem. Staram się zmieniać smaki porannej surówki, przygotowuję sobie różne zupy, leczo, czy piekę warzywa w piekarniku ale czuję, że ciągle czegoś mi brakuje. Chyba zjem dziś grejhfruta. Przez ostatnie półtora tygodnia nie miałam na niego ochoty, więc nie jadłam.
Dziś moja waga znowu podskoczyła. Po południu ważyłam 69.90. Nie przejęłam się tym za bardzo. Poprzednio też tak było, a na drugi dzień ważyłam tak, jakby waga ciągle spadała. Poza tym dowiedziałam się przecież, że jest to korzystne dla ciała.
Po raz drugi w czasie tej diety pojawiły mi się „mroczki” przed oczami dzisiaj w pracy. Prawie natychmiast zjadłam jabłko pieczone, które wzięłam do pracy i wszystko wróciło do normy.
Kawę piję nadal. Pomaga mi przetrwać dzień i poprawia mi humor.
Ps
Pomyślałam, że ten dzisiejszy wzrost mojej wagi może być wynikiem działania mojego wewnętrznego sabotażysty. Moja wewnętrzna grubaska nie chce się zgodzić na to, bym zeszczuplała. Ale ja znam sposób, by temu zaradzić. Tak naprawdę powinnam go zastosować na początku odchudzania. Rozwiązaniem jest technika EFT. Jej twórcą jest Gary Craig. Wszystko co musisz zrobić, to opukując punkt karate na twojej dłoni powtórzyć trzy razy afirmację:
Pomimo, że mam ten opór przed schudnięciem całkowicie i kompletnie kocham i akceptuję siebie.
By wzmocnić proces odchudzania i uwolnić opór następnie opukuje się 8 punktów na ciele i powtarza się sformułowanie: ten opór, ten opór, ten opór. Więcej na ten temat napiszę w którymś z moich postów.
Oczywiście zastosowałam EFT na sobie. Poczułam się spokojniejsza.
poniedziałek, 1 czerwca 2009
Znalazłam ciekawą informację na temat picia kawy, a raczej jej nie picia podczas diety
Dieta Dabrowskiej, ani South Beach nie polecają picia kawy, bo zawiera kofeinę, która stymuluje trzustkę do wydzielania większej ilości insuliny, przez co człowiek jest bardziej głodny. Jeśli się odstawi, ponoć łatwiej jest opanować głód.
Ciekawe prawda?
Ja wciąż piję kawę podczas tej diety. Wprawdzie niezbyt mocną i rozpuszczalną, ale jednak. Spróbuję moze przestawić się na kawę zbożową.
Ciekawe prawda?
Ja wciąż piję kawę podczas tej diety. Wprawdzie niezbyt mocną i rozpuszczalną, ale jednak. Spróbuję moze przestawić się na kawę zbożową.
Dzień 17
Wiem dlaczego ludzie jedzą mięso. Gdyby żywili się na co dzień tylko tymi roślinkami, świat daleko by nie zaszedł. No, częściowo żartuję, bo potrzebny dla ciała tłuszcz i białko także można czerpać z roślin :) I ja jestem jak najbardziej za. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ dziś znowu chodzę głodna. Co chwilę coś pogryzam. I nie jest to głód bynajmniej psychiczny. Staram się zaspokoi ć ciało, nie oszukuję, więc cały czas coś dla siebie dziś pitraszę. Produkty, które wzięłam dziś do pracy nie wystarczyły do zaspokojenia mojego głodu. Uratowała mnie gotowana marchewka i sok owocowy, który dostałam w kuchni.
Dziś rano czułam się naprawdę dobrze, byłam silna i miałam dużo energii. Mogłabym przysłowiowe góry przenosić. Niestety około 11 bardzo osłabłam. Wydaje mi się, ze to niezbyt dostateczny dowóz cukru do mojego ciała. Bo po słodkiej marchewce poczułam się lepiej. Możliwe, ze ten głód wynika z faktu, ze w sobotę i w niedzielę miałam leczo na obiad? Zauważyłam, że poprzednim razem kiedy tez przez dwa dni nie jadłam zupy miałam podobny napad głodu. Ale może to tylko zbieg okoliczności.
Chcę utrzymać tę dietę jeszcze do końca tygodnia. Nie wiem co potem, gdyż mam wakacje – cały tydzień – i jadę do Polski. Dodatkowo w niedzielę będę na komunii mojego chrześniaka. Tak, że jeszcze nie wiem co zadecyduję i jak sobie poradzę z tą sytuacją.
No i na koniec dobra nowina. Po 16 dniach schudłam całe 4 kg! Dziś moja waga wskazała 69,45! Nieźle prawda?
PS.
Około 17.30 zjadłam naprawdę obfity posiłek: zupę pomidorową i pieczone w piekarniku szparagi, kalafior (nawiasem mówiąc wspaniały - polecam), por i kapustę białą, oraz moje nowe odkrycie: pomidory. Brzuch miałam potem naprawdę jak napompowany i nadal szukałam czegoś, bo ciągle czułam niedosyt. Wtedy zrozumiałam, ze to znowu odzywa się głód psychiczny. Zastosowałam Zpoint oraz afirmację: Teraz oczyszczam wszelkie sfery w wyniku których odczuwam teraz ten głód. Wierzcie, albo nie, ale po kilku powtórzeniach poczułam ulgę i wreszcie przestałam myśleć o jedzeniu.
Dziś rano czułam się naprawdę dobrze, byłam silna i miałam dużo energii. Mogłabym przysłowiowe góry przenosić. Niestety około 11 bardzo osłabłam. Wydaje mi się, ze to niezbyt dostateczny dowóz cukru do mojego ciała. Bo po słodkiej marchewce poczułam się lepiej. Możliwe, ze ten głód wynika z faktu, ze w sobotę i w niedzielę miałam leczo na obiad? Zauważyłam, że poprzednim razem kiedy tez przez dwa dni nie jadłam zupy miałam podobny napad głodu. Ale może to tylko zbieg okoliczności.
Chcę utrzymać tę dietę jeszcze do końca tygodnia. Nie wiem co potem, gdyż mam wakacje – cały tydzień – i jadę do Polski. Dodatkowo w niedzielę będę na komunii mojego chrześniaka. Tak, że jeszcze nie wiem co zadecyduję i jak sobie poradzę z tą sytuacją.
No i na koniec dobra nowina. Po 16 dniach schudłam całe 4 kg! Dziś moja waga wskazała 69,45! Nieźle prawda?
PS.
Około 17.30 zjadłam naprawdę obfity posiłek: zupę pomidorową i pieczone w piekarniku szparagi, kalafior (nawiasem mówiąc wspaniały - polecam), por i kapustę białą, oraz moje nowe odkrycie: pomidory. Brzuch miałam potem naprawdę jak napompowany i nadal szukałam czegoś, bo ciągle czułam niedosyt. Wtedy zrozumiałam, ze to znowu odzywa się głód psychiczny. Zastosowałam Zpoint oraz afirmację: Teraz oczyszczam wszelkie sfery w wyniku których odczuwam teraz ten głód. Wierzcie, albo nie, ale po kilku powtórzeniach poczułam ulgę i wreszcie przestałam myśleć o jedzeniu.
niedziela, 31 maja 2009
Dzień 16 Bezkarność w jedzeniu
Tak zatytułowałabym dzisiejszy dzień. Od rana delektuje się potrawami, które dla siebie przyrządzam. Rano była herbatka z hibiskusa i imbiru plus ćwiartki jabłka, potem surówka, taka jak zwykle z mnóstwem warzyw, pisałam o jej składzie w którymś z wcześniejszych postów. Tym razem dodałam do niej niewielką ilość świeżego tymianku i niestety nie smakowała mi tak jak zwykle, była trochę za ostra. Ale i tak ze smakiem ją pochłonęłam. Całą dużą michę (na kilka razy). Na obiad miałam wczorajsze leczo, potem pomidory pieczone w piekarniku a potem jabłka zapieczone z cynamonem. Kupiłam sobie dziś czerwoną herbatę. Za pierwszym razem nie smakowała mi za bardzo, ale gdy piłam ją ponownie zdecydowanie zyskała na smaku.
W zasadzie cały dzień dziś coś pogryzałam i naprawdę zaczęłam cieszyć się z tego, że mogę tak bezkarnie jeść! Tyle, ile chcę i tyle razy ile chcę. To ma naprawdę terapeutyczne działanie. Uwalnia mnie bowiem od wcześniejszego mojego podejścia co do ilości pożywienia. Przyznam się, że ostatnio jadłam bardzo niezdrowo. Teraz to widzę bardzo wyraźnie. Tak naprawdę szykowałam sobie posiłki dość proste, nie wymagające spędzania zbyt dużo czasu w kuchni. Wykorzystywałam półgotowce, półprodukty. Ilość warzyw w moim menu była naprawdę znikoma. I powoli przybierałam na wadze. Na pewno do wzrostu wagi przyczyniły się zastrzyki antykoncepcyjne, ale one nie były jedynym powodem mojego tycia. Co ciekawe, jeżeli chodzi o ćwiczenia fizyczne, to miałam naprawdę dużo ruchu, niestety nie pomogło to w zatrzymaniu wzrostu wagi.
Tak naprawdę zawsze bardzo lubiłam surówki i wszelkie sałatki, ale nie chciało mi się ich przyrządzać. Nie chciało mi się poświęcić trochę czasu dla zdrowia mojego ciała. Teraz dostrzegam to bardzo wyraźnie. Dzięki tej diecie zaczęłam bardziej dbać o siebie. Moją książkę: "Kreatywne odchudzanie, czyli jak uzyskać upragnioną sylwetkę napisałam kilka lat temu. I wtedy naprawdę zdrowo się odżywiałam. Niestety kiedy wyjechałam z kraju, zmieniłam tryb życia i moje zdrowe żywienie poszło do kąta. Cieszę się, że dzięki tej diecie poprawię sobie także zdrowie.
Bardzo polubiłam ten sposób odżywiania, dlatego na pewno po skończeniu diety nie zrezygnuję z sałatek i z pieczonych jabłek. W tej chwili przyrządzenie posiłku nie zajmuje mi dużo czasu, dlatego dziwię się sobie, ze wcześniej nie chciało mi się przygotowywać tych sałatek.
Dziś bardzo się rozpisałam, bo naprawdę mam wiele energii. Może to pogoda (jest śliczny, ciepły, słoneczny dzień), może to niedziela, a może to dieta :)
W zasadzie cały dzień dziś coś pogryzałam i naprawdę zaczęłam cieszyć się z tego, że mogę tak bezkarnie jeść! Tyle, ile chcę i tyle razy ile chcę. To ma naprawdę terapeutyczne działanie. Uwalnia mnie bowiem od wcześniejszego mojego podejścia co do ilości pożywienia. Przyznam się, że ostatnio jadłam bardzo niezdrowo. Teraz to widzę bardzo wyraźnie. Tak naprawdę szykowałam sobie posiłki dość proste, nie wymagające spędzania zbyt dużo czasu w kuchni. Wykorzystywałam półgotowce, półprodukty. Ilość warzyw w moim menu była naprawdę znikoma. I powoli przybierałam na wadze. Na pewno do wzrostu wagi przyczyniły się zastrzyki antykoncepcyjne, ale one nie były jedynym powodem mojego tycia. Co ciekawe, jeżeli chodzi o ćwiczenia fizyczne, to miałam naprawdę dużo ruchu, niestety nie pomogło to w zatrzymaniu wzrostu wagi.
Tak naprawdę zawsze bardzo lubiłam surówki i wszelkie sałatki, ale nie chciało mi się ich przyrządzać. Nie chciało mi się poświęcić trochę czasu dla zdrowia mojego ciała. Teraz dostrzegam to bardzo wyraźnie. Dzięki tej diecie zaczęłam bardziej dbać o siebie. Moją książkę: "Kreatywne odchudzanie, czyli jak uzyskać upragnioną sylwetkę napisałam kilka lat temu. I wtedy naprawdę zdrowo się odżywiałam. Niestety kiedy wyjechałam z kraju, zmieniłam tryb życia i moje zdrowe żywienie poszło do kąta. Cieszę się, że dzięki tej diecie poprawię sobie także zdrowie.
Bardzo polubiłam ten sposób odżywiania, dlatego na pewno po skończeniu diety nie zrezygnuję z sałatek i z pieczonych jabłek. W tej chwili przyrządzenie posiłku nie zajmuje mi dużo czasu, dlatego dziwię się sobie, ze wcześniej nie chciało mi się przygotowywać tych sałatek.
Dziś bardzo się rozpisałam, bo naprawdę mam wiele energii. Może to pogoda (jest śliczny, ciepły, słoneczny dzień), może to niedziela, a może to dieta :)
Jak gubimy tłuszcz?
Trochę ciekawostek :W ludzkim organizmie najwięcej waży WODA! Na każdej diecie dopiero w 3 tygodniu zaczynają spalać się większe pokłady tłuszczu. W 1 tygodniu organizm pozbywa się najmniej tłuszczu, a najwięcej wody- dla tego waga szybko spada. W 2 tygodniu organizm spala więcej białka i mniej wody, dla tego waga trochę zwalnia. O dziwo najwolniej chudniemy gdy zaczynamy spalać tłuszcz- bo on waży najmniej! W 3 tygodniu pozbywamy się go najwięcej, nieco mniej białka, a najmniej wody. Niestety w 4 tygodniu zaczynają być spalane partie mięśni [ale w niewielkim stopniu!].
sobota, 30 maja 2009
Dzień 15 - Postanawiam przedłużyć moją dietę o tydzień
Dziś jest ostatni dzień mojej dwutygodniowej diety. Postanowiłam jednak przedłużyć ją o kolejny tydzień. Dlaczego? Ponieważ czuję się na niej bardzo dobrze obecnie. Co ciekawe mam więcej energii. Może ta energia jest skutkiem zadowolenia jakie czuję, gdy widzę spadek wagi i mniejszy brzuszek? Wczoraj moja waga pokazała 69.9! Rano ważyłam poniżej 70. Cudownie. Po obiedzie było już 70.4. To bardzo ciekawe jak ciężar ciała zmienia się w przeciągu dnia. To dlatego zalecają ważyć się zawsze o tej samej godzinie i najlepiej rano, po wstaniu z łóżka.
Dziś zrobiłam sobie nową potrawę: pokroiłam pomidory na ćwiartki, posypałam pieprzem, oregano i tymiankiem, posoliłam i upiekłam w piekarniku. Potem posypałam jeszcze szczypiorkiem i zieloną pietruszką. Mówię wam pychota :)
Dziś zrobiłam sobie nową potrawę: pokroiłam pomidory na ćwiartki, posypałam pieprzem, oregano i tymiankiem, posoliłam i upiekłam w piekarniku. Potem posypałam jeszcze szczypiorkiem i zieloną pietruszką. Mówię wam pychota :)
Dzień 14
Wczoraj był właściwie 13 dzień mojej diety, gdyż pierwszy okazał się niewypałem he he. Ale nawet nieźle sobie teraz radzę. Wciąż piję kawę, ale już w mniejszych ilościach, po prostu nie czuję potrzeby jej spożywania. Tak, że czasami rano piję herbatkę z chubiskusa i imbiru, jem tradycyjnie jabłko, potem kawa, potem surówka: podstawa to pomidor, ogórek i cebula i w zależności od natchnienia: różne rodzaje sałaty, papryka, rzodkiewka, por. Na obiad zawsze coś ciepłego: różne rodzaje zup, leczo, lub bigosik. Kolacja to obowiązkowo pieczone jabłka z cynamonem - pychota. W międzyczasie sok jabłkowy i dużo ciepłej wody do popijania.
Od kilku dni mam ustalony ten schemat i czuję się z tym bardziej spokojnie i bezpiecznie. Nie mam takiej szarpaniny jak w pierwszym tygodniu, kiedy to bez przerwy sięgałam po coś do zjedzenia i generalnie odczuwałam w związku z tym totalne zamieszanie. Ciągła myśl o jedzeniu przeszkadzała mi normalnie funkcjonować.
Od kilku dni mam ustalony ten schemat i czuję się z tym bardziej spokojnie i bezpiecznie. Nie mam takiej szarpaniny jak w pierwszym tygodniu, kiedy to bez przerwy sięgałam po coś do zjedzenia i generalnie odczuwałam w związku z tym totalne zamieszanie. Ciągła myśl o jedzeniu przeszkadzała mi normalnie funkcjonować.
Zatrzymanie się wagi podczas odchudzania
Zaczęłam szperać w internecie i znalazłam ciekawy artykuł, dzięki któremu zrozumiałam, dlaczego moja waga wzrosła dwa dni temu. Poniżej przedstawiam jego fragment.
Źródło: Kwartalnik Super Linii, nr 02/2006
„W czasie prowadzenia kuracji odchudzającej często występuje zjawisko zatrzymania się spadku wagi, mimo przestrzegania diety i odpowiedniej aktywności fizycznej. Nazwano to stanem plateau.
Jakie są przyczyny jego występowania i co należy robić w tej sytuacji - zapytaliśmy lek. med. Katarzynę Lech, specjalizującą się w leczeniu zaburzeń odżywiania.
Pani doktor, skąd wziął się ten termin?
Wywodzi się on z matematyki, fizyki, chemii i biologii. Posługuje się nim także psychologia, choć w każdej z tych dziedzin ma nieco inne znaczenie. W przypadku odchudzania stan plateau to nic innego, jak przerwa w chudnięciu lub przerwa w tyciu. Zrozumienie tego zjawiska i wyciągnięcie odpowiednich wniosków jest bardzo istotne dla osoby odchudzającej się.
Czy stan plateau nie jest po prostu sygnałem ze strony organizmu, oznaczającym: „Stop, na razie wystarczy"?
Owszem, tak też można to interpretować. Czas trwania stanu plateau potrzebny bywa organizmowi po to, aby mógł dostosować metabolizm do zmian w sposobie odżywiania i stylu życia. Im bardziej intensywne jest odchudzanie, tym szybciej można się spodziewać stanu plateau. Organizm daje znać, że odchudzanie przebiega za szybko.
Jak na to zareagować?
Nie rezygnując z wprowadzonych zmian w sposobie odżywiania należy poczekać spokojnie na dalsze chudnięcie. Stan plateau jest ze wszech miar korzystny dla organizmu nie tylko ze względu na metabolizm. Poprawia się wygląd skóry, a serce, układ krążenia i inne narządy przystosowują się do mniejszej masy ciała i zwiększonego wysiłku fizycznego.
Jednak nie wszyscy otyli odchudzają się intensywnie. Może więc w ich przypadku wystąpienie stanu plateau przekazuje inną informację?
Tak, jest grupa pacjentów, u których stan plateau sygnalizuje potrzebę dokonania zmian w dotychczasowym sposobie odchudzania, na przykład zwiększenia aktywności o 2 godziny tygodniowo i być może dalsze ograniczania kaloryczności posiłków. Jeśli takie zmiany zostaną wprowadzone, to po jakimś czasie rozpoczyna się kolejny etap chudnięcia.
Kiedy jednak osoba odchudzająca się stosuje dietę bardzo niskokaloryczną i dochodzi do spowolnienia podstawowych procesów przemiany materii, to przy stanie plateau dalsze zmniejszanie ilości kalorii jest niewskazane. W tej sytuacji zaleca się coś przeciwnego - wprowadzenie nieco bardziej kalorycznych posiłków, a także niewielkie zwiększenie wysiłku fizycznego.
Niektóre osoby wielokrotnie podejmują próby odchudzania i za każdym razem chudną, powiedzmy, 7,5 kg, a potem waga już ani drgnie. Dlaczego?
Może to świadczyć o istnieniu głębszych przyczyn psychologicznych. Pewna moja pacjentka postanowiła osiągnąć wagę 60 kg i stać się kobietą atrakcyjną fizycznie. Aby zrealizować ten cel, musiała zmniejszyć ciężar ciała o 20 kg. Niestety, każda kolejna próba kończyła się stanem plateau po zrzuceniu 10 kg i więcej nie mogła schudnąć.
Do rozwikłania tej „zagadki" doszłyśmy dopiero w trakcie psychoterapii. Okazało się, że wprawdzie bardzo chciała być szczupła, a tym samym atrakcyjna, ale jednocześnie w jej podświadomości ukryta była obawa przed zmianą sylwetki na bardziej atrakcyjną seksualnie, co pociągało za sobą nowe wyzwania życiowe.
W jaki sposób osoba odchudzająca się może prawidłowo odczytać sygnały płynące z jej organizmu?
Jest to łatwiejsze, gdy terapia prowadzona jest pod okiem specjalistów: lekarza, dietetyka, psychologa. Wtedy stan plateau staje się okazją do podsumowania dotychczasowego przebiegu terapii, ocenienia jej skuteczności i zaplanowania potrzebnych zmian. Kiedy osoba odchudzająca się wyciągnie odpowiednie wnioski i wcieli je w życie, nastąpi wznowienie procesu chudnięcia. Ten moment można przyspieszyć przeprowadzając 6-tygodniową kurację oczyszczającą.
Opracowała pani doktor wykres graficzny obrazujący dynamiczny model chudnięcia i tycia. Wynika z niego, że istnieje związek pomiędzy stanem plateau a efektem jo-jo.
Proszę zauważyć, że na tym wykresie stan plateau jest w samym środku. Powyżej znajduje się proces odchudzania, a poniżej proces tycia. Jeżeli osoba odchudzająca się nie wie, że stan plateau jest zjawiskiem fizjologicznym, korzystnym dla organizmu, to zahamowanie spadku wagi uważa za swoją porażkę, a dotychczasowy sposób terapii za nieskuteczny. Odrzuca więc to, co już osiągnęła, wraca do starych nawyków i zaczyna tyć. Może przybrać na wadze nawet więcej niż przed odchudzaniem. Czuje się przerażona, więc wznawia odchudzanie, ale już inną metodą. Po pewnym spadku wagi występuje stan plateau. Jeśli znów zostanie uznany za porażkę, rozpocznie się na nowo proces tycia, wystąpi efekt jo-jo itd. Namawiałabym więc wszystkie osoby odchudzające się, aby nie bały się przerwy w chudnięciu i dały swojemu organizmowi trochę czasu.”
Źródło: Kwartalnik Super Linii, nr 02/2006
Źródło: Kwartalnik Super Linii, nr 02/2006
„W czasie prowadzenia kuracji odchudzającej często występuje zjawisko zatrzymania się spadku wagi, mimo przestrzegania diety i odpowiedniej aktywności fizycznej. Nazwano to stanem plateau.
Jakie są przyczyny jego występowania i co należy robić w tej sytuacji - zapytaliśmy lek. med. Katarzynę Lech, specjalizującą się w leczeniu zaburzeń odżywiania.
Pani doktor, skąd wziął się ten termin?
Wywodzi się on z matematyki, fizyki, chemii i biologii. Posługuje się nim także psychologia, choć w każdej z tych dziedzin ma nieco inne znaczenie. W przypadku odchudzania stan plateau to nic innego, jak przerwa w chudnięciu lub przerwa w tyciu. Zrozumienie tego zjawiska i wyciągnięcie odpowiednich wniosków jest bardzo istotne dla osoby odchudzającej się.
Czy stan plateau nie jest po prostu sygnałem ze strony organizmu, oznaczającym: „Stop, na razie wystarczy"?
Owszem, tak też można to interpretować. Czas trwania stanu plateau potrzebny bywa organizmowi po to, aby mógł dostosować metabolizm do zmian w sposobie odżywiania i stylu życia. Im bardziej intensywne jest odchudzanie, tym szybciej można się spodziewać stanu plateau. Organizm daje znać, że odchudzanie przebiega za szybko.
Jak na to zareagować?
Nie rezygnując z wprowadzonych zmian w sposobie odżywiania należy poczekać spokojnie na dalsze chudnięcie. Stan plateau jest ze wszech miar korzystny dla organizmu nie tylko ze względu na metabolizm. Poprawia się wygląd skóry, a serce, układ krążenia i inne narządy przystosowują się do mniejszej masy ciała i zwiększonego wysiłku fizycznego.
Jednak nie wszyscy otyli odchudzają się intensywnie. Może więc w ich przypadku wystąpienie stanu plateau przekazuje inną informację?
Tak, jest grupa pacjentów, u których stan plateau sygnalizuje potrzebę dokonania zmian w dotychczasowym sposobie odchudzania, na przykład zwiększenia aktywności o 2 godziny tygodniowo i być może dalsze ograniczania kaloryczności posiłków. Jeśli takie zmiany zostaną wprowadzone, to po jakimś czasie rozpoczyna się kolejny etap chudnięcia.
Kiedy jednak osoba odchudzająca się stosuje dietę bardzo niskokaloryczną i dochodzi do spowolnienia podstawowych procesów przemiany materii, to przy stanie plateau dalsze zmniejszanie ilości kalorii jest niewskazane. W tej sytuacji zaleca się coś przeciwnego - wprowadzenie nieco bardziej kalorycznych posiłków, a także niewielkie zwiększenie wysiłku fizycznego.
Niektóre osoby wielokrotnie podejmują próby odchudzania i za każdym razem chudną, powiedzmy, 7,5 kg, a potem waga już ani drgnie. Dlaczego?
Może to świadczyć o istnieniu głębszych przyczyn psychologicznych. Pewna moja pacjentka postanowiła osiągnąć wagę 60 kg i stać się kobietą atrakcyjną fizycznie. Aby zrealizować ten cel, musiała zmniejszyć ciężar ciała o 20 kg. Niestety, każda kolejna próba kończyła się stanem plateau po zrzuceniu 10 kg i więcej nie mogła schudnąć.
Do rozwikłania tej „zagadki" doszłyśmy dopiero w trakcie psychoterapii. Okazało się, że wprawdzie bardzo chciała być szczupła, a tym samym atrakcyjna, ale jednocześnie w jej podświadomości ukryta była obawa przed zmianą sylwetki na bardziej atrakcyjną seksualnie, co pociągało za sobą nowe wyzwania życiowe.
W jaki sposób osoba odchudzająca się może prawidłowo odczytać sygnały płynące z jej organizmu?
Jest to łatwiejsze, gdy terapia prowadzona jest pod okiem specjalistów: lekarza, dietetyka, psychologa. Wtedy stan plateau staje się okazją do podsumowania dotychczasowego przebiegu terapii, ocenienia jej skuteczności i zaplanowania potrzebnych zmian. Kiedy osoba odchudzająca się wyciągnie odpowiednie wnioski i wcieli je w życie, nastąpi wznowienie procesu chudnięcia. Ten moment można przyspieszyć przeprowadzając 6-tygodniową kurację oczyszczającą.
Opracowała pani doktor wykres graficzny obrazujący dynamiczny model chudnięcia i tycia. Wynika z niego, że istnieje związek pomiędzy stanem plateau a efektem jo-jo.
Proszę zauważyć, że na tym wykresie stan plateau jest w samym środku. Powyżej znajduje się proces odchudzania, a poniżej proces tycia. Jeżeli osoba odchudzająca się nie wie, że stan plateau jest zjawiskiem fizjologicznym, korzystnym dla organizmu, to zahamowanie spadku wagi uważa za swoją porażkę, a dotychczasowy sposób terapii za nieskuteczny. Odrzuca więc to, co już osiągnęła, wraca do starych nawyków i zaczyna tyć. Może przybrać na wadze nawet więcej niż przed odchudzaniem. Czuje się przerażona, więc wznawia odchudzanie, ale już inną metodą. Po pewnym spadku wagi występuje stan plateau. Jeśli znów zostanie uznany za porażkę, rozpocznie się na nowo proces tycia, wystąpi efekt jo-jo itd. Namawiałabym więc wszystkie osoby odchudzające się, aby nie bały się przerwy w chudnięciu i dały swojemu organizmowi trochę czasu.”
Źródło: Kwartalnik Super Linii, nr 02/2006
czwartek, 28 maja 2009
Dzień 13
Dzisiaj rano się zważyłam. Okazało się, ze waga wskazuje 20 dkg więcej niż wczoraj, a gdy zważyłam się drugi raz po południu miałam dokładnie taką samą wagę jak dwa dni temu. Czyli zamiast schudnąć, albo przynajmniej nie przytyć jaki rezultat?
Oczywiście od razu ogarnęło mnie przygnębienie. Po co ta dieta? Po co się tak męczę, odmawiając sobie ulubionych pokarmów w stylu : bułka z masłem. Dodatkowo w nocy miałam sen, że ktoś zaoferował mi naprawdę wspaniałe rzeczy do zjedzenia i było tego mnóstwo. Jakieś nowe wymyślne potrawy. We śnie skusiłam się na nie, bo pomyślałam, że to jedyna okazja, a jeżeli nie zjem tego, to się jedzenie zmarnuje. I wcale te potrawy nie okazały się za smakowite. A dziś rano waga wskazywała, ze przytyłam. Od jedzenia we śnie, czy co? :)
Przez moment dopadło mnie takie zniechęcenie całą tą sytuacją, ze naprawdę bardzo poważnie zaczęłam myśleć o przerwaniu diety. A przecież zostały mi tylko dwa dni. I naprawdę czuję się szczuplejsza i jestem szczuplejsza. Wprawdzie nie chudnę w takim tempie jak myślałam, ale jednak.
Zastosowałam Zpoint na to uczucie i afirmację: Teraz oczyszczam wszystkie te sfery w wyniku których czuję, ze chcę przerwać tę dietę. Po kilku powtórzeniach poczułam ulgę. Teraz, kiedy to piszę nadal nie jestem spokojna, ale poprawiło mi się na tyle, ze na pewno nie przerwę diety dziś i nie zjem czegoś nieodpowiedniego. Na pewno popracuję jeszcze z tą afirmacją. Zdaję sobie sprawę, że to odzywa się znowu mój głód psychiczny. Myślę, że dziś wieczorem wykorzystam medytację z mojej książki: "Kreatywne odchudzanie, czyli jak uzyskać upragnioną sylwetkę pt: Zaspokojenie głodu psychicznego. Te działania zdecydowanie powinny mi pomóc w uspokojeniu mojej podświadomości i skłonieniu jej do pomocy mi w prowadzeniu diety.
Oczywiście od razu ogarnęło mnie przygnębienie. Po co ta dieta? Po co się tak męczę, odmawiając sobie ulubionych pokarmów w stylu : bułka z masłem. Dodatkowo w nocy miałam sen, że ktoś zaoferował mi naprawdę wspaniałe rzeczy do zjedzenia i było tego mnóstwo. Jakieś nowe wymyślne potrawy. We śnie skusiłam się na nie, bo pomyślałam, że to jedyna okazja, a jeżeli nie zjem tego, to się jedzenie zmarnuje. I wcale te potrawy nie okazały się za smakowite. A dziś rano waga wskazywała, ze przytyłam. Od jedzenia we śnie, czy co? :)
Przez moment dopadło mnie takie zniechęcenie całą tą sytuacją, ze naprawdę bardzo poważnie zaczęłam myśleć o przerwaniu diety. A przecież zostały mi tylko dwa dni. I naprawdę czuję się szczuplejsza i jestem szczuplejsza. Wprawdzie nie chudnę w takim tempie jak myślałam, ale jednak.
Zastosowałam Zpoint na to uczucie i afirmację: Teraz oczyszczam wszystkie te sfery w wyniku których czuję, ze chcę przerwać tę dietę. Po kilku powtórzeniach poczułam ulgę. Teraz, kiedy to piszę nadal nie jestem spokojna, ale poprawiło mi się na tyle, ze na pewno nie przerwę diety dziś i nie zjem czegoś nieodpowiedniego. Na pewno popracuję jeszcze z tą afirmacją. Zdaję sobie sprawę, że to odzywa się znowu mój głód psychiczny. Myślę, że dziś wieczorem wykorzystam medytację z mojej książki: "Kreatywne odchudzanie, czyli jak uzyskać upragnioną sylwetkę pt: Zaspokojenie głodu psychicznego. Te działania zdecydowanie powinny mi pomóc w uspokojeniu mojej podświadomości i skłonieniu jej do pomocy mi w prowadzeniu diety.
Dzień 12
Wczorajszy dzień minął mi bardzo dobrze. Nie czułam głodu ani psychicznego, ani fizycznego. Miałam dobry humor i nawet nie byłam taka słaba jak zwykle. Myślałam nawet, że zdecyduję się przedłużyć tę dietę o tydzień, a nawet do końca czerwca. Tak, by dzięki temu moja waga obniżyła się do 61 - 62kg.
wtorek, 26 maja 2009
Dzień 11
Dziś zdecydowanie poprawił mi się humor. Nawet funkcjonowałam całkiem dobrze. Po wczorajszym głodzie nie pozostało ani śladu. Waga na dzień dzisiejszy to 71.10, czyli ponad dwa kilo mniej od wagi wyjściowej. Przy dzisiejszym samopoczuciu mogłabym tę dietę pociągnąć kolejny tydzień J Nie mam żadnych zachcianek, no może coś w rodzaju: coś bym zjadła, ale nie wiem co. Wtedy stosuję Zpoint i afirmacje: Teraz oczyszczam wszelkie sfery w wyniku których czuję to uczucie. Jedynym mankamentem jest to, ze nie jestem dość silna i mam mało energii. Wszystko robię bardzo powoli w związku z tym.
poniedziałek, 25 maja 2009
Dzień 10
Niech ta dieta się w końcu skończy! Na szczęście zostało mi tylko 5 dni. Dziś przeglądałam swoje zdjęcia z ostatnich 3 miesięcy. Na tych z kwietnia wydawało mi się, ze wyglądam grubo. Ale jak zobaczyłam swoje wczorajsze zdjęcie, po tym jak straciłam 2 kg, to nie mogłam uwierzyć, że jestem taka gruba. To był ostatni dzwonek, by wziąć się za siebie i za swoje ciało. Mam nadzieję, ze pod koniec tygodnia będę miała kolejne 2 kg mniej. Ciężko mi wytrzymać na tej diecie, bo znowu bez przerwy jestem głodna. Rano zjadłam surówkę i leczo z dnia poprzedniego, co prawda niewielkie porcje, ale jednak, potem jabłko, dalej byłam głodna, napiłam się soku jabłkowego. O 12 ugotowałam zupę pomidorową i upiekłam kilka warzyw w piekarniku: por, cebulę, bakłażan, szparagi, i moją ulubioną kapustę. Dopiero gdy to zjadłam poczułam się nasycona i przez kolejne 4 godziny nie myślałam o jedzeniu. Ale ranek był okropny. Nie marzy mi się w zasadzie nic konkretnego oprócz tej bułki z masłem, która w moim umyśle wydaje się, że zaspokoiła by ten głód. Nie zrezygnuję z diety, choćby nie wiem co. Chyba sobie wydrukuję to grube zdjęcie i powieszę na lodówkę. To dobra motywacja, by wytrwać. Nie mogę uwierzyć, że tak przytyłam od kwietnia. Na wadze przybył mi może jeden kilogram, ale w rzeczywistości w wyglądzie jakby 5. Wiem, ze szczupleję, czuję to po spodniach i po biustonoszu. Dziś zapięłam go na dalsze haftki. Czyli pod biustem ubył mi może cm. Także talię mam szczuplejszą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)