Loading

poniedziałek, 13 lipca 2009

Hiperhipnoza

Odżywianie się jest procesem fizjologicznym, którego regulowanie powinno następować zgodnie z sygnałami głodu i sytości. Wiele osób natomiast, zwłaszcza na dietach, kieruje się czynnikami nie fizjologicznymi (odczucia z ciała) a poznawczymi (tj. wyliczenia kaloryczne, pora dnia, jakość jedzenia i inne). Aby odchudzanie odniosło skutek, człowiek zmuszony jest ignorować wewnętrzne sygnały świadczące o głodzie. W miarę upływu czasu bodźce poznawcze zyskują większe znaczenie niż sygnały fizjologiczne, a sposób odżywiania osób na diecie staje się szczególnie podatny na wpływy zewnętrzne. Z tego też powodu do złamania diety dochodzi najczęściej wówczas, gdy pojawiają się bodźce związane z jedzeniem (jego widok lub zapach). Wiele osób ma problemy z regulowaniem przyjmowania pokarmów, kiedy jedzenia jest dużo (np. stół szwedzki), gdy jedzenie jest otwarcie ofiarowane (na przyjęciu), a szczególnie wówczas, gdy jest ono podawane w małych porcjach (np. kanapki). Ryzyko objadania się rośnie, gdy bodźce zewnętrzne są szczególnie pociągające.

To też z powodzeniem wykorzystuje przemysł spożywczy manipulując naszym stanem głodu. Miejscem, w którym ewidentnie poddawani jesteśmy owym praktykom są oczywiście hipermarkety. Jesteśmy w nich np. częstowani bezpłatnymi próbkami żywności. Ludzie często ustawiają się w kolejce, by zjeść kawałeczek sera, plasterek kiełbasy czy też wypić naparstek zupy. Założenie jest takie, że po zjedzeniu próbki (działającej jak zachęcająca przekąska) człowiek będzie chciał kupić większą ilość próbowanego produktu. Zdecydowanie sprawdza się to w przypadku osób odchudzających się, u których poczestunek ten uruchamia lawinę nieplanowanych zakupów. Większość z nich stanowią produkty żywnościowe, które w sklepie były ułożone tuż przy wyjściu albo w miejscach przeznaczonych na promocje. To tym bardziej dowodzi, że kupujący działali pod wpływem nagłych impulsów wywołanych bodźcami zewnętrznymi.

Klienci walczący z nadwagą kupują mniej jedzenia, jeśli przychodzą do sklepu głodni, niż wówczas kiedy przychodzą najedzeni; osoby o prawidłowej wadze postępują odwrotnie. Dla odchudzających się uczucie głodu stanowi paradoksalną pociechę, ponieważ jest dla nich sygnałem, że udaje się im skutecznie unikać kalorii. Jeśli jednak hamulce dotyczące jedzenia zostaną poluzowane, ustępują też zahamowania dotyczące zakupów.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że interesy koncernów spożywczych i przemysłu odchudzającego nieprzypadkowo zbiegły się w jednym punkcie, który okazał się piętą achillesową wielu ludzi - utrata kontroli nad jedzeniem. Jest to moment gwarantujący prosperitę zarówno przedstawicielom jednych, jak i drugich. Należy się spodziewać, że zrobią oni wszystko, żeby stan ten w człowieku podtrzymać. Stąd, być może, lansowanie szczupłych, wręcz wychudzonych sylwetek, mających wyznaczać kryteria urody.

Badania rzeczywiście dowodzą, że osoby przewlekle odchudzające się mają najczęściej zupełnie błędne przekonania co do idealnego kształtu czy masy ciała. O ile łatwo zrozumieć, dlaczego osoba z dużą nadwagą bardzo chce schudnąć, o tyle trudno pojąć potrzebę zrzucania wagi u osób o prawidłowej masie ciała lub takich, u których już występuje niedobór wagi. Wykazano, że cztery kobiety na pięć chciałyby schudnąć co najmniej o 5 kilogramów. Kobiety uważają za właściwe rozmiary ciała znacznie mniejsze od swoich, a także od tych, które ich zdaniem są preferowane przez przeciętnego mężczyznę. Istnieje więc konflikt pomiędzy tym, jakie kształty ciała większość ludzi posiada od urodzenia, a tym jakie chciałaby mieć.

Autorem artykułu jest Karolina Hajek
żródło: http://www.atrakcyjna.com/forum/viewtopic.php?t=1189

Eksplozja kalorycznej bomby

Kluczem do intensywnego, odhamowanego objadania się jest subiektywne przekonanie o złamaniu diety. Jest to tzw. efekt "a co tam, u diabła!". Pojawia się najczęściej, gdy osoba na ciągłej diecie nie powstrzyma się przed zjedzeniem "zakazanej", według niej, potrawy. Rzeczywista wartość kaloryczna tego, co zjadła nie ma większego znaczenia. Wewnętrzne przekonanie o złamaniu diety jest czynnikiem decydującym o uruchomieniu mechanizmu spustowego. Pochłaniają wówczas niewyobrażalne ilości pożywienia, przy czym wybierają zazwyczaj potrawy "tuczące" lub "zakazane".
- Potrafiłam zjeść niesamowite ilości, wydawało mi się, że nie mam w sobie dna - relacjonuje Małgosia od lat zmagająca się z problemem kontrolowania jedzenia. - Nie rozumiałam, dlaczego inni ludzie potrafią zjeść trochę i przestać, a ja zawsze mam ochotę na więcej. Zdarzało się, że jadłam u kogoś i nie potrafiłam się powstrzymać przed dokładaniem sobie, chociaż wiedziałam, że powinnam zostawić też coś dla innych. Bardzo się wtedy wstydziłam, ale przymus jedzenia był silniejszy.

Przyczyną przedłużającego się jedzenia jest upośledzenie mechanizmu osiągania sytości - organizm nie wysyła sygnału, że jest najedzony, który u osób zdrowych powoduje przerwanie przyjmowania pokarmu. Osoby odchudzające muszą ignorować sygnały głodu, rozwija się więc u nich niewrażliwość na wszystkie inne sygnały wewnętrzne. Normalnie, ludzie w miarę jedzenia uważają pokarm za coraz mniej smaczny. Natomiast kompulsywni żarłocy nawet po zjedzeniu dużej ilości pokarmu nadal oceniają jego smak jako dobry.

Autorem artykułu jest Karolina Hajek
żródło: http://www.atrakcyjna.com/forum/viewtopic.php?t=1189

Przekonania a szczupła sylwetka

Moje przekonania odnośnie możliwości schudnięcia:


Muszę ćwiczyć lub biegać by schudnąć

Muszę wykonywać jakąś formę ruchu by schudnąć.

Nie mogę jeść słodyczy jeśli chcę schudnąć.

Tyję, bo moja przemiana materii jest bardzo wolna.

Tyję, bo mam problem z układem hormonalnym.


Nowe przekonania:


Wszystko, co jem przyczynia się do mojego zdrowia i bycia szczupłą.

Moje ciało automatycznie i skutecznie przetwarza wszystkie pokarmy, które jem aby utrzymać moją idealną wagę 57 kg.

Niezależnie od tego co jem, mam zgrabną i smukłą sylwetkę.

Moja przemiana materii jest bardzo szybka

Już teraz Ja Basia jestem pełna nowych, wspaniałych pomysłów na dostarczenie ciału najzdrowszych i najlepszych składników potrzebnych do jego odżywienia i bycia zdrowym.


Kiedy pierwszy raz pomyślałam, ze warto zmienić moje przekonania na temat szczupłości, czy jezdnia natychmiast odczułam wewnętrzny niepokój. To tak, jakby posiadanie tych przekonań chroniło mnie przed czymś strasznym. Odczułam bardzo silny opór przeciwko zmianie tych przekonań. To tak jakbym dokonywała na sobie jakiejś operacji i pozbywała się części mnie bardzo ważnej części mnie. Części, która ma mnie chronić przed czym strasznym i nieznanym. Tak naprawdę chodziło też o to, że nie wiedziałam co mnie spotka, gdy usunę te przekonania. Zapytałam więc siebie, co może się stać najstraszniejszego, najgorszego gdy usunę te przekonania. Odpowiedź jaką otrzymałam brzmiała: Nie będę wiedziała jak żyć. I nowe przekonania mogą doprowadzić do tego, że jeszcze bardziej będę tyła. Wolałam nic nie zmieniać, bo miałam ogromny strach, że zmiana spowoduje pogorszenie. Będę bardzo grubą osobą. Tak przy okazji okazało się, że odkryłam moje inne ukryte przekonanie:

Zmiana powoduje pogorszenie.

Nie pozostawało mi nic innego jak najpierw zmienić to przekonanie. Bo tak naprawdę mijało się ono z prawdą. Mijało się z rzeczywistością. O tym w jaki sposób zmieniłam swoje przekonania napiszę w kolejnym poście.

czwartek, 9 lipca 2009

Kilka przemyśleń na temat diety warzywno – owocowej

W pierwszym dniu tej diety czułam się tak dziwnie, bo było to coś nowego dla mnie. Nie byłam pewna jak zareaguje moja psychika i mój organizm na te dietę. Prawdę mówiąc bałam się bólów głowy i wielkiego osłabienia. Wyobrażałam sobie, że prawdopodobnie to może mi się zdarzyć. Po raz kolejny przekonałam się, ze strach ma wielkie oczy, bo jak możesz przeczytać na moich postach czułam czasami tylko lekkie osłabienie.

Moja determinacja na początku tej diety była wielka. Wiedziałam, że muszę coś zrobić, zrobić coś fizycznego, by w miarę szybko otrzymać rezultaty w postaci odchudzonego ciała. Wybrałam dietę warzywno-owocową, bo oprócz odchudzania przynosi ona efekty zdrowotne. Dla mnie było to pozbycie się wielkiej ilości małych pieprzyków na rękach. Egzystencja tych pieprzyków świadczy o zakwaszeniu organizmu. Po diecie moje ręce pojaśniały – pozbyłam się więc jakiejś ilości toksyn z ciała :). Dodatkowo moje włosy przestały się przetłuszczać tak intensywnie jak wcześniej (musiałam je myć niemal codziennie). W pierwszym tygodniu po zakończeniu diety mogłam ich nie myć nawet po pięciu dniach. Obecnie przetłuszczenie widać po trzech dniach od ich umycia.

Wiem, że podjęcie decyzji o rozpoczęciu tej diety było bardzo dobrym pomysłem. Schudłam 5kg. Dzięki temu poczułam się ładniejsza, silniejsza i bardziej pociągająca. To zmotywowało mnie do utrzymania szczupłej sylwetki za wszelką cenę.

sobota, 4 lipca 2009

Miesiąc po zakończeniu diety

Witaj. Myślę, że moje ciało nauczyło się tego, że moja optymalna waga to 74 kg i wszelkimi siłami pragnie nadrobić te kilogramy, które udało mi się zrzucić podczas diety. Moja obecna waga waha się pomiędzy 68.80 a 69.70. Ważę się codziennie i widzę co się dzieje jeżeli dzień wcześniej zjem bardziej obfity posiłek. Od razu waga skacze do góry. Ostatnio moja waga podskoczyła o cały kilogram po spożyciu pieczonych nóżek z kurczaka i pieczonej wieprzowiny. Udało mi się ją zmniejszyć po zastosowaniu jednodniowej diety warzywno owocowej. Czyli w moim przypadku nie wystarczyło schudnąć. Ciało bowiem w niemal błyskawicznym tempie chce wrócić do poprzedniej wagi. Do grubszej mnie.

Co planuję w tej sytuacji? Moim zadaniem jest pokazać ciału (podświadomości), że optymalna waga dla mnie to np.57 kg. Widzę, że jeżeli jadłabym normalnie tzn. tak jak przed dietą, to przytyję. Wydawało mi się, ze nie jem dużo i prawdopodobnie to prawda. Może jakiś jeden ze składników mojej poprzedniej diety powodował, że waga wciąż rosła? Tylko który?

Będę prowadziła eksperyment. Zacznę eliminować z diety na okres kilku dni niektóre produkty i sprawdzę, co się będzie działo z moim ciałem. Od jutra rezygnuję z chleba i z masła na kilka dni. Może to być ciężkie dla mnie, bo dotychczas chleb był moim ulubionym pokarmem. Ale przez trzy tygodnie diety nie jadłam go i teraz nie czuję już takiego przymusu zjedzenia tego pokarmu. Więc prawdopodobnie nie będę miała z tym większego problemu.

Zastosuję taki schemat:

Będę jadła kilka posiłków dziennie, tak, by być nasycona – prawdopodobnie 5
Będę jadła na śniadanie jabłko, na drugie śniadanie jakąś surówkę (moja ulubiona to: pomidor, ogórek, rzodkiewka, szczypior + sól i pieprz oczywiście) w dużych ilościach. Potem obiad: może jakaś zupa lub drugie danie w stylu spaghetti, leczo, ziemniaki + jakiś mięsko + warzywka. Na kolacje jeszcze nie mam pomysłu, zobaczę na co będę miała ochotę na bieżąco. Do pogryzania w ciągu dnia (szczególnie w pracy) – jabłka i marchewka młoda, migdały, orzechy...

Jeden raz w tygodniu cały dzień dieta warzywno owocowa.
Jeżeli będę miało ochotę na coś słodkiego, czy alkohol to nie pogardzę tym. Zjem, ale w małych ilościach (z wyjątkiem dnia warzywno -owocowego)

Wszystko to zastosuję gdyż nie tylko chcę utrzymać obecną wagę. Pragnę ją zmniejszyć do tych 57 kg. Dlatego zacznę teraz bardziej intensywnie pracować z moją psychiką. Na początek codziennie będę stosowała medytację: Moja idealna sylwetka. Możesz ją znaleźć na stronie: http://barbarajanina.wrzuta.pl/audio/9lziZvMxCl1/

Nagram sobie ją na mój telefon komórkowy i w drodze to pracy będę ją odsłuchiwała i w wyobraźni stosowała wszystkie sugestie w niej zawarte.