Loading

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Dzień 2 po skończeniu diety warzywno owocowej

No tak ta komunia. Rano bardzo uważałam ze śniadaniem. Zaserwowałam sobie 3 cieniutkie kromki chleba razowego na zakwasie, posmarowane masłem i surówkę z pomidora, ogórka kiszonego i cebuli. I wreszcie poczułam się normalnie najedzona. Na komunię wzięłam ze sobą jabłko, w razie, gdybym zasłabła. Ale nic takiego się nie zdarzyło. Obiad był o 12.30. Zjadłam kilka łyżek rosołu ze śladową ilością makaronu. Zbadałam reakcję organizmu. Wszystko było ok. Na drugie danie wzięłam sobie roladę z mięsa i warzyw – wszystko gotowane na parze, 2 małe gotowane ziemniaki oraz dwa rodzaje surówek. Pychota- no i wybór dań jak po mojej diecie!

Potem napiłam się kawy i pozwoliłam sobie na dwa kawałki ciasta: sernik i orzechowe. Pychota!
Na kolację miałam do wyboru dwa rodzaje surówek – pomidor, sałata, ogórek kiszony kukurydza, feta lub podobną, ale z dodatkiem fasoli. Oczywiście wypróbowałam obie (przy czym niekoniecznie bardzo małe ilości), potem zjadłam 4 plasterki wędliny i znowu nie mogłam się powstrzymać przed skosztowaniem kolejnych dwóch kawałków ciasta. Ale pomyślałam co tam, w końcu komunia i takie dobre ciasta nie zdarzają się na co dzień, a gdy wrócę do Anglii z pewnością nie będę miała możliwości jedzenia tak dobrych wypieków.

Starałam się nie jeść zbyt dużych porcji (no, oprócz tych surówek) i cały czas zwracałam uwagę na reakcje mojego ciała. Ale wszystko było w porządku. Mam wrażenie, że ciało przypomniało sobie o starej diecie :) i radziło sobie całkiem dobrze z trawieniem.

Ciekawa jestem czy po tym dniu moja waga się utrzyma. Mam nadzieję, że tak :). Najbardziej niepokoją mnie te spozyte ciasta.

A wieczorem oglądałam coś niesamowitego. We Wrocławiu wybudowano fontannę multimedialną i wczoraj miałam okazję być na pokazie. Wrażeń nie da się opisać, trzeba to zobaczyć.

Brak komentarzy: