Loading

sobota, 30 maja 2009

Dzień 14

Wczoraj był właściwie 13 dzień mojej diety, gdyż pierwszy okazał się niewypałem he he. Ale nawet nieźle sobie teraz radzę. Wciąż piję kawę, ale już w mniejszych ilościach, po prostu nie czuję potrzeby jej spożywania. Tak, że czasami rano piję herbatkę z chubiskusa i imbiru, jem tradycyjnie jabłko, potem kawa, potem surówka: podstawa to pomidor, ogórek i cebula i w zależności od natchnienia: różne rodzaje sałaty, papryka, rzodkiewka, por. Na obiad zawsze coś ciepłego: różne rodzaje zup, leczo, lub bigosik. Kolacja to obowiązkowo pieczone jabłka z cynamonem - pychota. W międzyczasie sok jabłkowy i dużo ciepłej wody do popijania.

Od kilku dni mam ustalony ten schemat i czuję się z tym bardziej spokojnie i bezpiecznie. Nie mam takiej szarpaniny jak w pierwszym tygodniu, kiedy to bez przerwy sięgałam po coś do zjedzenia i generalnie odczuwałam w związku z tym totalne zamieszanie. Ciągła myśl o jedzeniu przeszkadzała mi normalnie funkcjonować.

Brak komentarzy: