Loading

niedziela, 31 maja 2009

Dzień 16 Bezkarność w jedzeniu

Tak zatytułowałabym dzisiejszy dzień. Od rana delektuje się potrawami, które dla siebie przyrządzam. Rano była herbatka z hibiskusa i imbiru plus ćwiartki jabłka, potem surówka, taka jak zwykle z mnóstwem warzyw, pisałam o jej składzie w którymś z wcześniejszych postów. Tym razem dodałam do niej niewielką ilość świeżego tymianku i niestety nie smakowała mi tak jak zwykle, była trochę za ostra. Ale i tak ze smakiem ją pochłonęłam. Całą dużą michę (na kilka razy). Na obiad miałam wczorajsze leczo, potem pomidory pieczone w piekarniku a potem jabłka zapieczone z cynamonem. Kupiłam sobie dziś czerwoną herbatę. Za pierwszym razem nie smakowała mi za bardzo, ale gdy piłam ją ponownie zdecydowanie zyskała na smaku.

W zasadzie cały dzień dziś coś pogryzałam i naprawdę zaczęłam cieszyć się z tego, że mogę tak bezkarnie jeść! Tyle, ile chcę i tyle razy ile chcę. To ma naprawdę terapeutyczne działanie. Uwalnia mnie bowiem od wcześniejszego mojego podejścia co do ilości pożywienia. Przyznam się, że ostatnio jadłam bardzo niezdrowo. Teraz to widzę bardzo wyraźnie. Tak naprawdę szykowałam sobie posiłki dość proste, nie wymagające spędzania zbyt dużo czasu w kuchni. Wykorzystywałam półgotowce, półprodukty. Ilość warzyw w moim menu była naprawdę znikoma. I powoli przybierałam na wadze. Na pewno do wzrostu wagi przyczyniły się zastrzyki antykoncepcyjne, ale one nie były jedynym powodem mojego tycia. Co ciekawe, jeżeli chodzi o ćwiczenia fizyczne, to miałam naprawdę dużo ruchu, niestety nie pomogło to w zatrzymaniu wzrostu wagi.

Tak naprawdę zawsze bardzo lubiłam surówki i wszelkie sałatki, ale nie chciało mi się ich przyrządzać. Nie chciało mi się poświęcić trochę czasu dla zdrowia mojego ciała. Teraz dostrzegam to bardzo wyraźnie. Dzięki tej diecie zaczęłam bardziej dbać o siebie. Moją książkę: "Kreatywne odchudzanie, czyli jak uzyskać upragnioną sylwetkę napisałam kilka lat temu. I wtedy naprawdę zdrowo się odżywiałam. Niestety kiedy wyjechałam z kraju, zmieniłam tryb życia i moje zdrowe żywienie poszło do kąta. Cieszę się, że dzięki tej diecie poprawię sobie także zdrowie.

Bardzo polubiłam ten sposób odżywiania, dlatego na pewno po skończeniu diety nie zrezygnuję z sałatek i z pieczonych jabłek. W tej chwili przyrządzenie posiłku nie zajmuje mi dużo czasu, dlatego dziwię się sobie, ze wcześniej nie chciało mi się przygotowywać tych sałatek.

Dziś bardzo się rozpisałam, bo naprawdę mam wiele energii. Może to pogoda (jest śliczny, ciepły, słoneczny dzień), może to niedziela, a może to dieta :)

Jak gubimy tłuszcz?

Trochę ciekawostek :W ludzkim organizmie najwięcej waży WODA! Na każdej diecie dopiero w 3 tygodniu zaczynają spalać się większe pokłady tłuszczu. W 1 tygodniu organizm pozbywa się najmniej tłuszczu, a najwięcej wody- dla tego waga szybko spada. W 2 tygodniu organizm spala więcej białka i mniej wody, dla tego waga trochę zwalnia. O dziwo najwolniej chudniemy gdy zaczynamy spalać tłuszcz- bo on waży najmniej! W 3 tygodniu pozbywamy się go najwięcej, nieco mniej białka, a najmniej wody. Niestety w 4 tygodniu zaczynają być spalane partie mięśni [ale w niewielkim stopniu!].

sobota, 30 maja 2009

Dzień 15 - Postanawiam przedłużyć moją dietę o tydzień

Dziś jest ostatni dzień mojej dwutygodniowej diety. Postanowiłam jednak przedłużyć ją o kolejny tydzień. Dlaczego? Ponieważ czuję się na niej bardzo dobrze obecnie. Co ciekawe mam więcej energii. Może ta energia jest skutkiem zadowolenia jakie czuję, gdy widzę spadek wagi i mniejszy brzuszek? Wczoraj moja waga pokazała 69.9! Rano ważyłam poniżej 70. Cudownie. Po obiedzie było już 70.4. To bardzo ciekawe jak ciężar ciała zmienia się w przeciągu dnia. To dlatego zalecają ważyć się zawsze o tej samej godzinie i najlepiej rano, po wstaniu z łóżka.

Dziś zrobiłam sobie nową potrawę: pokroiłam pomidory na ćwiartki, posypałam pieprzem, oregano i tymiankiem, posoliłam i upiekłam w piekarniku. Potem posypałam jeszcze szczypiorkiem i zieloną pietruszką. Mówię wam pychota :)

Dzień 14

Wczoraj był właściwie 13 dzień mojej diety, gdyż pierwszy okazał się niewypałem he he. Ale nawet nieźle sobie teraz radzę. Wciąż piję kawę, ale już w mniejszych ilościach, po prostu nie czuję potrzeby jej spożywania. Tak, że czasami rano piję herbatkę z chubiskusa i imbiru, jem tradycyjnie jabłko, potem kawa, potem surówka: podstawa to pomidor, ogórek i cebula i w zależności od natchnienia: różne rodzaje sałaty, papryka, rzodkiewka, por. Na obiad zawsze coś ciepłego: różne rodzaje zup, leczo, lub bigosik. Kolacja to obowiązkowo pieczone jabłka z cynamonem - pychota. W międzyczasie sok jabłkowy i dużo ciepłej wody do popijania.

Od kilku dni mam ustalony ten schemat i czuję się z tym bardziej spokojnie i bezpiecznie. Nie mam takiej szarpaniny jak w pierwszym tygodniu, kiedy to bez przerwy sięgałam po coś do zjedzenia i generalnie odczuwałam w związku z tym totalne zamieszanie. Ciągła myśl o jedzeniu przeszkadzała mi normalnie funkcjonować.

Zatrzymanie się wagi podczas odchudzania

Zaczęłam szperać w internecie i znalazłam ciekawy artykuł, dzięki któremu zrozumiałam, dlaczego moja waga wzrosła dwa dni temu. Poniżej przedstawiam jego fragment.

Źródło: Kwartalnik Super Linii, nr 02/2006


„W czasie prowadzenia kuracji odchudzającej często występuje zjawisko zatrzymania się spadku wagi, mimo przestrzegania diety i odpowiedniej aktywności fizycznej. Nazwano to stanem plateau.

Jakie są przyczyny jego występowania i co należy robić w tej sytuacji - zapytaliśmy lek. med. Katarzynę Lech, specjalizującą się w leczeniu zaburzeń odżywiania.

Pani doktor, skąd wziął się ten termin?
Wywodzi się on z matematyki, fizyki, chemii i biologii. Posługuje się nim także psychologia, choć w każdej z tych dziedzin ma nieco inne znaczenie. W przypadku odchudzania stan plateau to nic innego, jak przerwa w chudnięciu lub przerwa w tyciu. Zrozumienie tego zjawiska i wyciągnięcie odpowiednich wniosków jest bardzo istotne dla osoby odchudzającej się.

Czy stan plateau nie jest po prostu sygnałem ze strony organizmu, oznaczającym: „Stop, na razie wystarczy"?
Owszem, tak też można to interpretować. Czas trwania stanu plateau potrzebny bywa organizmowi po to, aby mógł dostosować metabolizm do zmian w sposobie odżywiania i stylu życia. Im bardziej intensywne jest odchudzanie, tym szybciej można się spodziewać stanu plateau. Organizm daje znać, że odchudzanie przebiega za szybko.

Jak na to zareagować?
Nie rezygnując z wprowadzonych zmian w sposobie odżywiania należy poczekać spokojnie na dalsze chudnięcie. Stan plateau jest ze wszech miar korzystny dla organizmu nie tylko ze względu na metabolizm. Poprawia się wygląd skóry, a serce, układ krążenia i inne narządy przystosowują się do mniejszej masy ciała i zwiększonego wysiłku fizycznego.

Jednak nie wszyscy otyli odchudzają się intensywnie. Może więc w ich przypadku wystąpienie stanu plateau przekazuje inną informację?
Tak, jest grupa pacjentów, u których stan plateau sygnalizuje potrzebę dokonania zmian w dotychczasowym sposobie odchudzania, na przykład zwiększenia aktywności o 2 godziny tygodniowo i być może dalsze ograniczania kaloryczności posiłków. Jeśli takie zmiany zostaną wprowadzone, to po jakimś czasie rozpoczyna się kolejny etap chudnięcia.
Kiedy jednak osoba odchudzająca się stosuje dietę bardzo niskokaloryczną i dochodzi do spowolnienia podstawowych procesów przemiany materii, to przy stanie plateau dalsze zmniejszanie ilości kalorii jest niewskazane. W tej sytuacji zaleca się coś przeciwnego - wprowadzenie nieco bardziej kalorycznych posiłków, a także niewielkie zwiększenie wysiłku fizycznego.

Niektóre osoby wielokrotnie podejmują próby odchudzania i za każdym razem chudną, powiedzmy, 7,5 kg, a potem waga już ani drgnie. Dlaczego?
Może to świadczyć o istnieniu głębszych przyczyn psychologicznych. Pewna moja pacjentka postanowiła osiągnąć wagę 60 kg i stać się kobietą atrakcyjną fizycznie. Aby zrealizować ten cel, musiała zmniejszyć ciężar ciała o 20 kg. Niestety, każda kolejna próba kończyła się stanem plateau po zrzuceniu 10 kg i więcej nie mogła schudnąć.

Do rozwikłania tej „zagadki" doszłyśmy dopiero w trakcie psychoterapii. Okazało się, że wprawdzie bardzo chciała być szczupła, a tym samym atrakcyjna, ale jednocześnie w jej podświadomości ukryta była obawa przed zmianą sylwetki na bardziej atrakcyjną seksualnie, co pociągało za sobą nowe wyzwania życiowe.


W jaki sposób osoba odchudzająca się może prawidłowo odczytać sygnały płynące z jej organizmu?
Jest to łatwiejsze, gdy terapia prowadzona jest pod okiem specjalistów: lekarza, dietetyka, psychologa. Wtedy stan plateau staje się okazją do podsumowania dotychczasowego przebiegu terapii, ocenienia jej skuteczności i zaplanowania potrzebnych zmian. Kiedy osoba odchudzająca się wyciągnie odpowiednie wnioski i wcieli je w życie, nastąpi wznowienie procesu chudnięcia. Ten moment można przyspieszyć przeprowadzając 6-tygodniową kurację oczyszczającą.

Opracowała pani doktor wykres graficzny obrazujący dynamiczny model chudnięcia i tycia. Wynika z niego, że istnieje związek pomiędzy stanem plateau a efektem jo-jo.
Proszę zauważyć, że na tym wykresie stan plateau jest w samym środku. Powyżej znajduje się proces odchudzania, a poniżej proces tycia. Jeżeli osoba odchudzająca się nie wie, że stan plateau jest zjawiskiem fizjologicznym, korzystnym dla organizmu, to zahamowanie spadku wagi uważa za swoją porażkę, a dotychczasowy sposób terapii za nieskuteczny. Odrzuca więc to, co już osiągnęła, wraca do starych nawyków i zaczyna tyć. Może przybrać na wadze nawet więcej niż przed odchudzaniem. Czuje się przerażona, więc wznawia odchudzanie, ale już inną metodą. Po pewnym spadku wagi występuje stan plateau. Jeśli znów zostanie uznany za porażkę, rozpocznie się na nowo proces tycia, wystąpi efekt jo-jo itd. Namawiałabym więc wszystkie osoby odchudzające się, aby nie bały się przerwy w chudnięciu i dały swojemu organizmowi trochę czasu.”

Źródło: Kwartalnik Super Linii, nr 02/2006

czwartek, 28 maja 2009

Dzień 13

Dzisiaj rano się zważyłam. Okazało się, ze waga wskazuje 20 dkg więcej niż wczoraj, a gdy zważyłam się drugi raz po południu miałam dokładnie taką samą wagę jak dwa dni temu. Czyli zamiast schudnąć, albo przynajmniej nie przytyć jaki rezultat?

Oczywiście od razu ogarnęło mnie przygnębienie. Po co ta dieta? Po co się tak męczę, odmawiając sobie ulubionych pokarmów w stylu : bułka z masłem. Dodatkowo w nocy miałam sen, że ktoś zaoferował mi naprawdę wspaniałe rzeczy do zjedzenia i było tego mnóstwo. Jakieś nowe wymyślne potrawy. We śnie skusiłam się na nie, bo pomyślałam, że to jedyna okazja, a jeżeli nie zjem tego, to się jedzenie zmarnuje. I wcale te potrawy nie okazały się za smakowite. A dziś rano waga wskazywała, ze przytyłam. Od jedzenia we śnie, czy co? :)

Przez moment dopadło mnie takie zniechęcenie całą tą sytuacją, ze naprawdę bardzo poważnie zaczęłam myśleć o przerwaniu diety. A przecież zostały mi tylko dwa dni. I naprawdę czuję się szczuplejsza i jestem szczuplejsza. Wprawdzie nie chudnę w takim tempie jak myślałam, ale jednak.

Zastosowałam Zpoint na to uczucie i afirmację: Teraz oczyszczam wszystkie te sfery w wyniku których czuję, ze chcę przerwać tę dietę. Po kilku powtórzeniach poczułam ulgę. Teraz, kiedy to piszę nadal nie jestem spokojna, ale poprawiło mi się na tyle, ze na pewno nie przerwę diety dziś i nie zjem czegoś nieodpowiedniego. Na pewno popracuję jeszcze z tą afirmacją. Zdaję sobie sprawę, że to odzywa się znowu mój głód psychiczny. Myślę, że dziś wieczorem wykorzystam medytację z mojej książki: "Kreatywne odchudzanie, czyli jak uzyskać upragnioną sylwetkę pt: Zaspokojenie głodu psychicznego. Te działania zdecydowanie powinny mi pomóc w uspokojeniu mojej podświadomości i skłonieniu jej do pomocy mi w prowadzeniu diety.

Dzień 12

Wczorajszy dzień minął mi bardzo dobrze. Nie czułam głodu ani psychicznego, ani fizycznego. Miałam dobry humor i nawet nie byłam taka słaba jak zwykle. Myślałam nawet, że zdecyduję się przedłużyć tę dietę o tydzień, a nawet do końca czerwca. Tak, by dzięki temu moja waga obniżyła się do 61 - 62kg.

wtorek, 26 maja 2009

Dzień 11

Dziś zdecydowanie poprawił mi się humor. Nawet funkcjonowałam całkiem dobrze. Po wczorajszym głodzie nie pozostało ani śladu. Waga na dzień dzisiejszy to 71.10, czyli ponad dwa kilo mniej od wagi wyjściowej. Przy dzisiejszym samopoczuciu mogłabym tę dietę pociągnąć kolejny tydzień J Nie mam żadnych zachcianek, no może coś w rodzaju: coś bym zjadła, ale nie wiem co. Wtedy stosuję Zpoint i afirmacje: Teraz oczyszczam wszelkie sfery w wyniku których czuję to uczucie. Jedynym mankamentem jest to, ze nie jestem dość silna i mam mało energii. Wszystko robię bardzo powoli w związku z tym.

poniedziałek, 25 maja 2009

Dzień 10

Niech ta dieta się w końcu skończy! Na szczęście zostało mi tylko 5 dni. Dziś przeglądałam swoje zdjęcia z ostatnich 3 miesięcy. Na tych z kwietnia wydawało mi się, ze wyglądam grubo. Ale jak zobaczyłam swoje wczorajsze zdjęcie, po tym jak straciłam 2 kg, to nie mogłam uwierzyć, że jestem taka gruba. To był ostatni dzwonek, by wziąć się za siebie i za swoje ciało. Mam nadzieję, ze pod koniec tygodnia będę miała kolejne 2 kg mniej. Ciężko mi wytrzymać na tej diecie, bo znowu bez przerwy jestem głodna. Rano zjadłam surówkę i leczo z dnia poprzedniego, co prawda niewielkie porcje, ale jednak, potem jabłko, dalej byłam głodna, napiłam się soku jabłkowego. O 12 ugotowałam zupę pomidorową i upiekłam kilka warzyw w piekarniku: por, cebulę, bakłażan, szparagi, i moją ulubioną kapustę. Dopiero gdy to zjadłam poczułam się nasycona i przez kolejne 4 godziny nie myślałam o jedzeniu. Ale ranek był okropny. Nie marzy mi się w zasadzie nic konkretnego oprócz tej bułki z masłem, która w moim umyśle wydaje się, że zaspokoiła by ten głód. Nie zrezygnuję z diety, choćby nie wiem co. Chyba sobie wydrukuję to grube zdjęcie i powieszę na lodówkę. To dobra motywacja, by wytrwać. Nie mogę uwierzyć, że tak przytyłam od kwietnia. Na wadze przybył mi może jeden kilogram, ale w rzeczywistości w wyglądzie jakby 5. Wiem, ze szczupleję, czuję to po spodniach i po biustonoszu. Dziś zapięłam go na dalsze haftki. Czyli pod biustem ubył mi może cm. Także talię mam szczuplejszą.

niedziela, 24 maja 2009

Dzień 9

Kolejny dzień kryzysu. Obudziłam się dziś rano znowu z tym uczuciem bezsensu. Chce mi się płakać i psychicznie po prostu wysiadam. Nie odczuwam głodu fizycznego, nie chce mi się za bardzo jeść. Ale nie mam energii do życia i tak naprawdę nic mi się nie chce. Na dworze jest piękna pogoda, mogłabym jakoś konstruktywnie wykorzystać tę niedzielę, ale mi się nie chce. Myślę o tym, by przeprowadzić tę dietę do następnej soboty, wtedy będzie równo dwa tygodnie. W tym tygodniu schudłam 2 kg. Wyraźnie czuję ulgę w brzuchu, gdy siedzę mogę głębiej oddychać. W zasadzie nie jestem głodna, ale ten podły nastrój. Pomyślałam, że przeciez sama go mogę odrobinę zmienić i zaczęłam na siłę przypominać sobie dobre i radosne momenty w swoim życiu. Po tych zabiegach, nastrój trochę mi się poprawił. Uzyskałam trochę więcej sił by zastosować Zpoint i afirmacje: Oczyszczam wszystkie sfery w wyniku których czuję się tak słaba psychicznie. Po kilku chwilach poczułam, ze mój nastrój się zmiania i nabieram ochoty do życia. Poczułam się silniejsza.

O 12 moi znajomi wyciągnęli mnie na spacer. Nie chciałam początkowo iść, ale gdy wróciłam do domu byłam w całkiem niezłej formie psychicznej. Poszliśmy też do pubu. Ja zamówiłam sobie soczek jabłkowy he he..

Wieczorem czułam się całkiem nieźle psychicznie, ale zaczął mi doskwierać dla odmiany głód. Co chwilę sięgałam więc do lodówki i przygotowywałam sobie coś do jedzenia: a to surówkę, a to leczo z kabaczka, a to pieczone jabłuszka, a to soczek jabłkowy... Taaak, dziś zjadłam naprawdę dużo. Można powiedzieć, ze objadłam się warzywkami.

Najbardziej uciążliwe jest dla mnie to, że czuję mniej więcej co 2 godz. głód i muszę przyszykowywać sobie coś do jedzenia. I myśleć o tym jedzeniu bez przerwy. Nie mam tak codziennie, ale jednak. Mam nadzieję, ze jutro będzie lepiej. Gdy pomyślę, ze prawdopodobnie pod koniec następnego tygodnia ubędzie mi kolejne dwa kilo, nieważne jest jak się czuję teraz. Warto to przetrwać, by cieszyć się szczupłym i zdrowym ciałem. Przecież to tylko 6 dni!

I muszę wam powiedzieć coś jeszcze. Zauważyłam zmiany na mojej skórze. Zmiany pozytywne. Na rękach miałam masę pieprzyków, może lepszym sformułowaniem jest piegów. Od jakiś dwóch dni zauważyłam, ze mam ich mniej i są mniej widoczne! Oby tak dalej!

sobota, 23 maja 2009

Dzień 8

Dziś czuję się naprawdę dobrze. Wcale nie odczuwam głodu. Rano wypiłam kawę, zjadłam niewielką ilość buraczków z surówką (mój nowy przepis). A teraz zabieram się za jabłka pieczone. Myślę, ze w rankingu żywności to one uzyskały moje pierwsze miejsce. Dziś posypałam jabłka cynamonem przed pieczeniem. Ciekawe czy będą jeszcze lepsze? W tej turze diety nie zamierzam zrezygnować z kawy. Może chudłabym szybciej gdybym to zrobiła, ale kawa trzyma mnie na nogach w pracy. Jeżeli nie będę miała na nią ochoty, to przestanę pić, w innym wypadku nie.

PS. Niestety wieczorem znowu dopadło mnie zniechęcenie, a nawet bezsens życia. Nie chcę zrezygnować z diety, dlatego prawdopodobnie dziś położę się wcześniej spać, by przetrwać ten dzień. Nawet nie chce mi się pracować z żadną afirmacją.

piątek, 22 maja 2009

Dzień 7

Dziś mam kolejny kryzys. Czuję się słaba. Po przyjściu z pracy spałam 3 godziny. Rano ok. dziewiątej pojawiły mi się mroczki przed oczami, zjadłam więc jabłko i przeszły. W pracy czułam słabość, więc wspomagałam się Zpointem i afirmacją: Oczyszczam wszystkie sfery w wyniku których czuję się teraz słaba. Pomogło o tyle, ze dotrwałam do końca pracy. Rano oczywiście była kawa i jabłko przed pracą, a w pracy dwa rodzaje surówki. Nawet nie zjadłam wszystkiego, co sobie przygotowałam, bo czułam się pełna i nasycona. Pomimo tego cały czas w pracy myślałam o jedzeniu. Ale ciekawe, ze nie o czymś spoza diety, raczej planowałam co zjem po przyjściu do domu. A nie zjadłam nic, bo się położyłam od razu spać. Jak wstałam wypiłam kawę i zjadłam moje wspaniałe pieczone jabłka, a potem buraczki na ciepło. Zbyt mocno przyprawiłam je pieprzem, w związku z tym dodałam surówkę z pomidora, ogórka, pora... , wymieszałam i wyszła całkiem niezła nowa potrawa.

Teraz nie jestem głodna, ale „coś bym zjadła”. Postanowiłam przeprowadzić tę dietę przez dwa tygodnie. To tylko 14 dni. Jestem prawie na półmetku. Dziś znowu się zważyłam: 71.90! Czuję jak zmniejszył mi się brzuszek. Bardzo się z tego cieszę. To, że waga spada pozwala mi wytrwać na tej diecie. Myślę, że muszę więcej popracować ze swoją podświadomością, by dieta była łatwiejsza. Wczoraj czułam się tak dobrze. A dzisiaj ten spadek samopoczucia, zniechęcenie, brak radości i słabość. Dla odmiany teraz mam ochotę na coś słodkiego. Nie na pieczywo, nie na wędlinę, czy mięso. Na coś słodkiego. I to pragnienie jest umiejscowione w moim gardle. W mojej książce : "Kreatywne odchudzanie, czyli jak uzyskać upragnioną sylwetkę) pisałam, że głód odczuwany w gardle oznacza, że pragniemy coś otrzymać od otoczenia, ale tego nie dostajemy. Nie wiem jeszcze dokładnie co to oznacza u mnie. Za chwilę wypróbuję na to Zipoint i afirmację: Teraz oczyszczam wszystkie sfery w wyniku których mam ochotę na coś słodkiego teraz. Albo: Teraz oczyszczam wszystkie sfery w wyniku których odczuwam ten głód w gardle.

Dobrze, ze od jutra zaczyna się weekend. Dla mnie dłuższy, bo poniedziałek mam także wolny :)

czwartek, 21 maja 2009

Dzień 6

Mówię wam, jabłka pieczone są pyszne! Wczoraj zjadłam 3 od razu. Przygotowałam sobie także pieczone warzywa, ale zjadłam je dopiero dziś na obiad, bo wczoraj naprawdę nasyciłam się tymi jabłkami. Dziś przygotowałam je znowu. I właśnie czekam kiedy trochę przestygną. Wciąż nie mogę się nadziwić, ze jabłka są takie sycące. Rano przygotowałam sobie dwa do pracy. Wzięłam także tradycyjnie surówkę i sok z jabłka i mango. Przed pracą zjadłam jedno jabłko i oczywiście wypiłam kawę. Wzięłam więcej niż zwykle jedzenia do pracy pamiętając wczorajszy dzień. Ale dziś czułam się niezwykle dobrze! Tak, jakbym jadła normalnie. Żadnego dodatkowego głodu! Jabłka przyniosłam z powrotem do domu. Po wczorajszej słabości nie pozostało ani śladu!

Dopiero teraz (18 godz.) poczułam się głodna i miałam lekkie zachwianie nastroju typu: chcę bułkę z masłem! Może już wystarczy tej diety? Oczywiście zastosowałam Zpoint i afirmację: Teraz oczyszczam wszystkie sfery, z powodu których czuję ten dyskomfort. Po kilku powtórzeniach poczułam się lepiej.

Tak sobie myślę o dniu wczorajszym i o przyczynach mojego kryzysu. Może jedną z nich była złość a raczej głębokie niezadowolenie z pewnej sytuacji, która mnie spotkała. Wieczorom sytuacja została wyjaśniona.

środa, 20 maja 2009

Dzień 5

Dziś mam kryzys. Zaczęło się niewinnie. Jak zwykle rano wypiłam kawę, zjadłam kilka kawałków jabłka i surówkę. Gdy przyszłam do pracy znowu poczułam się głodna. Wypiłam dwie kawy, napiłam się ciepłej wody i już o 9 zjadłam całe jabłko. Czułam dyskomfort i zamiast skupić się na pracy ciągle myślałam by coś zjeść. To uczucie pogłębiało się. Mimo, że zjadłam całą surówkę przygotowaną do pracy, a następnie gotowaną marchewkę i brukselkę wciąż nie czułam się dobrze.

Po przyjściu do domu zjadłam zupę, którą przygotowałam wczoraj i położyłam się spać na godzinkę. Wciąż czułam dyskomfort i uczucie głodu. Zaczęłam nad tym pracować Zpointem stosując najpierw afirmacje: Oczyszczam wszystkie sfery w wyniku których odczuwam ten kryzys.... Na chwilę uczucie dyskomfortu przeszło, by po chwili wrócić na nowo. Ale wtedy zaczęłam zdawać sobie sprawę, że tak naprawdę obok uczucia głodu, który odczuwałam miałam cały czas poczucie nieszczęścia. Zaczęłam stosować Zpoint na to uczucie: Teraz oczyszczam wszelkie sfery, w wyniku których odczuwam to poczucie nieszczęścia. Pracowałam z tą afirmacją może z godzinę i wiecie co? Przeszło. Znowu poczułam się w miarę normalnie. Teraz odczuwam znowu głód, ale nie mam już tego uczucia przygnębienia, jakie odczuwałam wcześniej. Przestałam myśleć o przerwaniu diety, przestałam wyobrażać sobie jakby to było przyjemnie zjeść zwykłą bułkę z masłem. Idę zrobić sobie pieczone jabłka. :) Pozdrawiam.

wtorek, 19 maja 2009

Dzień 4

Rano oczywiście zaczęłam dzień od kawy i zrobiłam sobie znowu surówkę z pomidora, ogórka, sałaty.... Ze smakiem ją zjadłam. Zjadłam jeszcze dwa kawałki jabłka. I poczułam się naprawdę nasycona! Resztę surówki zapakowałam sobie do pracy.

W dniu dzisiejszym moje samopoczucie było prawie takie samo, jakbym jadła to co zwykle. Zdziwiło mnie to. Możliwe, że powodem jest to iż po prostu jem do woli i do syta. Nie ograniczam się w ilości pożywienia. Jabłko, które zabrałam do pracy zostało przyniesione z powrotem do domu.

I wiecie co? Zważyłam się. Dzisiaj ważę 72.80 ! Schudłam!

Dzień 3

Wczoraj naprawdę obawiałam się tego dnia. Wspomniałam wcześniej, że mam pracę fizyczną, dużo się ruszam. Bałam się, ze na tej diecie zrobi mi się w pewnym momencie ciemno przed oczyma, zemdleję, zasłabnę albo coś w tym stylu. Rano wypiłam kawę rozpuszczalną i zjadłam przed pracą kilka kawałków jabłka. Poczułam się z tym ok. Przygotowałam sobie surówkę z pomidora, ogórka, sałaty...., którą wzięłam do pracy. Także wzięłam jedno pokrojone na niewielkie kawałki jabłko. Pracę zaczęłam znowu od kawy. Co kilka chwil (może co godzinę), czułam niepokój związany z pojawiającym się głodem i oczekiwałam, naprawdę oczekiwałam tego zasłabnięcia! Oczywiście znowu wspomagałam się moją afirmacja i wspomnianą techniką i po kilku chwilach uczucie strachu mijało, po czym, może po godzinie wracało znowu.

Przeżyłam cały dzień w pracy! Tak naprawdę to nie odczuwałam w tym dniu głodu, raczej męczył mnie niepokój, czy aby nie stanie mi się coś złego. Dziwne prawda? Po powrocie z pracy zjadłam miskę wczorajszej zupy pomidorowej, jabłko i pół grejpfruta. Na kolejną polówkę nie miałam już ochoty. Wcale nie byłam głodna! Oczywiście piłam dużo ciepłej wody no i w związku z tym często odwiedzałam toaletę.

Dzień 2

W niedzielę rano wypiłam najpierw rozpuszczalną kawę bez śmietanki i cukru, a następnie obrałam sobie jabłko. Zwykle nie lubię za bardzo jabłek, ale kiedy je jadłam byłam zdumiona jego pożywnością. W zasadzie nasyciłam się jednym soczystym jabłkiem! Byłam pełna obaw co do dalszej mojej diety i tego jak ją wytrzymam i czy w ogóle wytrzymam. Dlatego, gdy tylko pojawiło się we mnie uczucie niepewności, czy strachu stosowałam Zpoint wykorzystując afirmację: Teraz oczyszczam wszystkie te strefy w wyniku których odczuwam to uczucie niepokoju. Po kilku powtórzeniach odczuwałam ulgę i mogłam spokojnie funkcjonować. W tym dniu zjadłam jeszcze sałatkę z buraczków i cebuli (wielką michę), kolejne jabłko, grejfruta. Około 18 znowu poczułam się głodna więc zrobiłam sobie zupę pomidorową. I zjadłam jej dwie miski. Zadziwiająco dobrze przeżyłam ten dzień. Kiedy tylko odczuwałam głód a może lepiej apetyt od razu coś jadłam, piłam słabą kawę rozpuszczalną albo ciepłą wodę no i oczywiście posługiwałam się afirmacją.

poniedziałek, 18 maja 2009

Dzień 1 - Nieudana próba przejścia na dietę

W sobotę wstałam około 8 rano, zrobiłam sobie herbatę z cytryną i 1 łyżeczką cukru i postanowiłam, że od dziś zacznę dietę, dlatego też nie rozbiłam sobie śniadania. Zaplanowałam, że po zrobieniu zakupów zrobię sobie zupkę z proszku. W tym dniu zaplanowałam większe zakupy i do sklepu spożywczego trafiłam po 2 godzinach. Czułam się bardzo głodna, więc na widok pachnących bułek nie mogłam się im oprzeć i kupiłam cztery (zupki w proszku też, całą torbę niemal). Wydałam na to dość sporo kasy.

Przyszłam do domu i od razu zjadłam dwie bułki z kiełbasą i pomidorem. No tak powiedziałam do siebie – no i z odchudzania nici. To w takim razie zacznę od jutra może. Ale po kolejnych dwóch godzinach pomyślałam, że może jednak nic straconego i kolejne posiłki będą płynne.

Zrobiłam sobie więc na obiad zupkę w proszku, po pół godzinie od jej zjedzenia poczułam znowu głód, więc przyszykowałam sobie następną zupkę w proszku. Po kolejnej pół godzinie, kiedy znowu poczułam głód skapitulowałam. Pomyślałam, by przyrządzić sobie coś z warzyw. Zrobiłam więc leczo – tylko na wodzie, bez tłuszczu. Zjadłam dwie miski. Po godzinie poczułam się znowu głodna i ze smakiem zjadłam bułkę z wędliną. Mój brzuch zrobił się naprawdę ogromny. W zasadzie nie byłam już głodna, ale ciągle czegoś mi brakowało. Czułam ten głód w gardle. Sięgnęłam więc po czekoladę.

W końcu zaczęłam się z siebie śmiać. W tym dniu zjadłam posiłek jaki normalnie jadłabym w przeciągu 2, może 3 dni. Wiedziałam, że to moja wewnętrzna grubaska, mój wewnętrzny sabotażysta przejął nade mną kontrolę (pozwoliłam mu na to nawiasem mówiąc). Zobaczyłam wyraźniej jak silna to osobowość i że zdecydowanie muszę nad nią popracować, by pozbyć się nadwagi.

Wiedziałam też, że płynna dieta na zupkach w proszku jest nie dla mnie, gdyż po pierwsze nie są one sycące, bo drugie zawierają dużo chemii, po trzecie mają jakiś składnik, który powoduje moje większe łaknienie. Zaczęłam rozmyślać nad innym rodzajem diety i wtedy przypomniałam sobie o diecie warzywno – owocowej. Zdecydowałam, że to właśnie ją zastosuję od niedzieli. Musiałam w związku z tym po raz kolejny udać się do sklepu i zakupić odpowiednie produkty.

Podjęcie decyzji.

Decyzję o tym, że nieodwołalnie chcę pomóc sobie i swojemu ciału tzn. chcę zeszczupleć podjęłam w zeszłym tygodniu. Zaczęłam się zastanawiać jaki rodzaj diety mogę zastosować. Pomyślałam o tym, że najlepiej by było, gdym przez jakiś czas pryzmowała tylko płynne produkty. Wydawało mi się to łatwe do przeprowadzenia, zwłaszcza dlatego, że nie za bardzo lubię gotować. Postanowiłam, że dietę rozpocznę w sobotę, w dniu wolnym od pracy. W swoim wyborze kierowałam się przyznać to muszę łatwością przeprowadzenia jej, nie dbając wcale o efekt zdrowotny. Nie lubię spędzać godzin w kuchni, wolę w tym samym czasie robić coś bardziej przyjemnego dla mnie. Dlatego postanowiłam kupić sobie jakieś soki oraz zupki w proszku.

Dzień 0 - Dlaczego przytyłam?

Po raz kolejny przytyłam i po raz kolejny postanowiłam pozbyć się nadmiaru kilogramów. Tym razem zdecydowałam nieco zmodyfikować mój wcześniejszy sposób na odchudzanie (możesz o nim przeczytać w mojej książce: "Kreatywne odchudzanie, czyli jak uzyskać upragnioną sylwetkę) Od czasu napisania tej książki nauczyłam się bardzo dużo o odchudzaniu i o dietach. Poznałam nowe techniki, które teraz mam nadzieję sprawdzą się podczas tego procesu. Zaczęłam pisać ten blog, aby pomógł mi w mojej podróży do szczupłej sylwetki. Żeby mnie motywował.
waga wyjściowa: 73.40
wzrost: 164 cm

Dlaczego przytyłam? Jeżeli chodzi o czynnik fizyczny to na pewno zawiniły tu zastrzyki antykoncepcyjne. Po pół roku (czyli dwóch zastrzykach) moja waga zaczęła powoli rosnąć. Na początku nie przejmowałam się tym za bardzo. Czułam się bowiem szczupła (ważyłam wtedy 59 - 60 kg). Jednak gdy moja waga wzrosła do 65 kg i zaczęłam mieć niewielki brzuszek poczułam niepokój. Tyję w miarę równomiernie, tak, że brzuch pojawia się u mnie na końcu. Postanowiłam wtedy zrezygnować z kolacji. Moja praca wymaga dużo ruchu, więc rozwiązanie widziałam w ograniczeniu posiłku. Nie korzystałam tu z zaleceń, które podaję w mojej książce. Wydawało mi się, ze zrezygnowanie z kolacji wystarczy. Jednak myliłam się. Waga wciąż rosła.

Zdawałam sobie sprawę, że to te zastrzyki, ale nie chciałam z nich jeszcze rezygnować. Zaczęłam więc chodzić w jedną stronę do pracy piechotą (zajmowało mi to ok. 30 min). Jednak moja waga wciąż rosła! Średnio 2kg na trzy miesiące. Gdy doszła do 70 kg postanowiłam zrezygnować z zastrzyków. Było to w marcu tego roku (ostatni zastrzyk wzięłam w grudniu). I co się zdarzyło? Moja waga wciąż rosła. Może nie tak szybko jak wcześniej, ale jednak. W końcu, gdy przekroczyłam barierę 73 kilogramów poczułam, ze dość tego, zwłaszcza, że zaczęłam odczuwać znowu mój brzuch.

Zdaję sobie sprawę, że skutkiem mojego tycia nie są tylko te zastrzyki hormonalne. W moim życiu osobistym zaistniały pewne sytuacje, w wyniku których poczułam się delikatnie mówiąc nie w pełni szczęśliwa. To właśnie te korzyści z utrzymywania nadwagi , o których pisałam w mojej książce : "Kreatywne odchudzanie”) cały czas wpływają na to, że nie tylko nie mogę schudnąć, ale ciągle i systematycznie tyję.

Jaki jest mój plan? Chcę schudnąć do 60 lub 57 kg. W tym celu chcę zastosować jakiś rodzaj diety, najlepiej takiej, która przy okazji oczyści mój organizm. Chcę też zastosować parę medytacji z mojej książki oraz nową technike, którą odkryłam: Zpoint.